18 maja 2014

XLVII

W sali zapanowała cisza, pełna niewypowiedzianych słów malujących się na twarzach zebranych. Nawet ja stałam zszokowana z otwartą buzią, nie wiedząc, co robić.
- Nie myślcie jednak, że dostała to za darmo. Od samego początku jej wstąpienia do Ciemnych miała w sobie coś więcej. Z tego, co słyszałem już pierwszego dnia od przemiany jej słuch był w pełni rozwinięty, a oczy nad wyraz czułe na światło. Do dzisiaj woli nie wychodzić na zewnątrz w ciągu dnia ze względu na słońce. Nie radziłbym wam atakować swoich braci w celu zmiany. – Rafael rozejrzał się po ponurych twarzach otaczających go aniołów. – Prawdopodobieństwo, że nie uda wam się tego przeżyć jest za wysokie. Gin prawie umarła. Prawie, ponieważ udało nam się jej przywrócić oddech. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że każdy inaczej przechodzi zmianę, dlatego też nie jesteśmy pewni jak to przejdziecie. Najlepiej byłoby, gdybyście odpuścili sobie samodzielne próby przeistoczenia. – Kilka osób kiwnęło głowami w niemym geście zgody. – Czas teraz przejść do drugiej sprawy, a konkretnie do sprawy wytoczenia wojny przeciwko Romanowi. Błędem było pozwalanie mu na wszystko. Teraz, gdy urósł w siły, tworząc swoją własną armię pachołów bez skrupułów, gotowych ujawnić się ludziom i zapoczątkować zagładę, o której mowa w przepowiedni, nie pozostaje nam nic innego niż atak. Skoro jedna część, ta o trzecim Stróżu się spełniła, to i ta o końcu ładu na świecie też może się ziścić. Naszym zadaniem jest powstrzymać go przed wyrządzeniem większego zła. Przygotujcie się do wojny. 
Chłopak odwrócił się plecami do tłumu razem z Danielem i Sabidimem, zmuszając mnie do tego samego i wszyscy ruszyliśmy do wyjścia. Poruszałam się mechanicznymi ruchami, niczym marionetka kierowana dzięki sznurkom. Tak właśnie się czułam. Nie bardzo wiedziałam, o co chodziło Rafaelowi z przywracaniem mi oddechu podczas mojej przemiany, dlatego w najbliższym czasie postanowiłam zapytać się kogoś.
Zaraz za drzwiami czekał na nas Marcus z kimś, kogo nie spodziewałam się więcej ujrzeć.
– Witaj Atrazie – powiedział Rafael, kiwając głową w powitaniu.
– Niezła przemowa – rzekł łowca niedbale, ignorując przywitanie. Jego zawsze czujne oczy przyglądały się uważnie naszej grupce. Jego wzrok spoczął na dłuższą chwilę na moich skrzydłach, przylegających ciasno do pleców. – Robi wrażenie. – Nie miałam pojęcia, czy dalej zwracał się do Rafaela, czy do mnie, więc zacisnęłam mocno wargi i bacznie przyglądałam się białowłosemu.
– Co cię do nas sprowadza? – zapytał Sabidim, obserwując łowcę, jakby uważał, że ten zaraz go zaatakuje.
– Przyszedłem, aby poinformować was, że nie zamierzam więcej pomagać Romanowi. – Zapadła pełna niedowierzania cisza. – Nie znaczy to, że przechodzę na waszą stronę. Nie obchodzi mnie żadna wojna, ani kto jest lub będzie u władzy. Ja jestem łowcą, od dziś nie stoję po niczyjej stronie. Jeżeli ktoś chce, to może zaproponować mi zlecenie, ale nic ponad to. – Atraz spojrzał każdemu prosto w twarz, zatrzymując się najdłużej przy mojej. – Od dzisiaj będę sam decydował, co zrobię, a czego nie. 
– Niczego innego od ciebie nie oczekiwałem. Żyjesz wśród nas już dostatecznie długo, aby wiedzieć, na co możesz sobie pozwolić. Wybór zawsze należał do ciebie, kontrola sprawowana jest nad niedoświadczonymi aniołami, a ty do nich nie należysz już od dawna – powiedział oficjalnie Rafael, który najszybciej z otaczających go osób otrząsnął się z szoku.
Atraz skinął, pokazując, że zrozumiał, po czym odwrócił się i odszedł poruszając zwinnie niczym kot, nie robiąc żadnego hałasu. 
– Hej Gin! – zawołał Marcus, nagle stojący obok mnie.
– Tak? 
– Idziesz? – Chłopak złapał mnie za rękaw i delikatnie pociągnął w stronę cichnących kroków. – Wydajesz się bardzo… zamyślona.
Nie wiedząc, co powiedzieć wzruszyłam ramionami. Udaliśmy się do pokoju, w środku którego stał ciężki stół zrobiony z jasnego drewna, a przy nim masywne krzesła z tego samego tworzywa. Rafael usiadł u szczytu, po jego prawej spoczął Daniel, a mnie poproszono, żebym zajęła miejsce po lewej, co zrobiłam chowając z trzaskiem skrzydła w głąb pleców. Sabidim z wdziękiem opadł na siedzenie stojące obok mojego, a Marcus naprzeciw Szkarłatnego. Z ciekawością przyglądałam się ponurym twarzom aniołów.
– Zrobione – oznajmił Sabidim, rozsiadając się wygodnie na swoim krześle, bordowa skóra jego spodni i kamizelki wydała przy tym skrzypiący dźwięk. Zaczęłam się zastanawiać, skąd on bierze swoje dziwaczne stroje. Po chwili namysłu stwierdziłam, że musiał je kupować na zamówienie. – Teraz musimy szybko obmyślić plan ataku na Romana i dalej nie pozostanie nam nic innego niż uderzenie. Rafaelu, masz może jakiś pomysł, co możemy zrobić?
– Dobrze wiesz, że tak – odpowiedział, po czym przedstawił nam plan, na który wszyscy się zgodzili. Wszyscy, oprócz mnie.
– Uczyłam się walczyć, nie możesz tak po prostu zostawić mnie teraz w bezpiecznym miejscu, podczas kiedy wy zaatakujecie Romana – powiedziałam rozzłoszczona uderzając płasko dłonią o chropowatą powierzchnię stołu. Rafael uniósł ciemną brew, przyglądając mi się z zimnym uśmiechem na ustach.
– I co zrobisz, jak pójdziesz z nami? Przy pierwszej lepszej okazji dasz się zaszlachtować jednemu ze sług Romana. Nie dasz rady wygrać z aniołem, który urodził się w czasach, gdy dzieci uczone były walki od urodzenia, ty miałaś do tego nie całe dwa miesiące.
– I co z tego? Nie mogę zostać w bezpiecznym miejscu, kiedy tam może być Emily. Nie chcę, żeby Greg… – Mój głos załamał się na chwilę. – Żeby dowiedziała się od Romana, kto zabił Cyn i co się stało z Gregiem. Nie chcę, żeby się spotkali. Co się stanie, jeżeli Romano coś jej zrobi? – Pokręciłam wolno głową – nie mogę sobie tego wyobrazić. Jeżeli jednak on jej dotknął… 
– W dalszym ciągu nie możesz z nami polecieć. Teraz jesteś Upadłym i twoim zadaniem jest łączyć Ciemność z Jasnością, nie możesz zginąć.
– Jak w takim razie mam komukolwiek pomagać, skoro mnie odsuwasz? Czy ty nie widzisz tych dobrych stron mojego pójścia z wami na wojnę?
– Nie – odpowiedział Rafael, krzyżując ręce. W jego oczach pojawił się błysk rozbawienia.
– Zacznijmy od tego, że pokażę Romanowi, że to ja jestem Upadłym, a on z pewnością będzie chciał żebym przeszła na jego stronę. W tym czasie opowiemy innym o przepowiedni. Być może część z nich zdecyduje się przejść na naszą stronę.
– To nie jest głupi pomysł – mruknął Sabidim, drapiąc się po brodzie w zamyśleniu. – Z Upadłym u naszego boku możemy zwrócić część sług Romana przeciw niemu. Co nam szkodzi zabranie Gin ze sobą? 
– Poradzimy sobie bez Gin. Nie możemy pozwolić, żeby umarła. Dobrze wiesz, że będzie chciał ją zabić – powiedział sucho Rafael. – Jesteś pierwszym Upadłym, jaki się pojawił od ponad czterech tysięcy lat. Nie pozwolę, żebyś nie będąc gotową nadstawiała karku tylko po to, żeby coś udowodnić.
– Bo nie nadstawię karku! – krzyknęłam rozwścieczona. Czerwone plamki pojawiły się w zasięgu mojego wzroku, wirując, które znikały, gdy spróbowałam spojrzeć na nie inaczej niż tylko kątem oka. Dłonie zacisnęłam w pięści tak mocno, że krótkie paznokcie wbijały się boleśnie w skórę.
– Owszem, zrobisz to – odparł, odchylając się mocno na oparciu krzesła. – Nie należysz do osób, które siedzą spokojnie w miejscu czekając na ratunek. Polecisz jako jedna z pierwszych, kiedy tylko zobaczysz tam Emily. A ona z pewnością się tam pojawi.
– Chcesz powiedzieć, że on… - głos uwiązł mi w gardle z nagłego strachu o przyjaciółkę. Przed oczami pojawiła się scena lasy, w którym napadłam Daniela. Przypomniałam sobie wyraz jej twarzy, gdy wgryzałam się w szyję anioła.
– Nie. Jeszcze nie. Romano uważa, że tym trzecim jest człowiek. Emily bardzo mu się podoba, więc uznał, że to ona jest trzecim Stróżem. Myśli, że będzie mógł nas szantażować, że ją zmieni. On jest władcą Ciemnych, więc zmieniając ją będzie zmuszona mu służyć.
– Nie musi mu służyć. Sama może zdecydować, czy tego chce, czy nie – warknęłam, marszcząc gniewnie brwi. W sercu czułam ból, jakby ktoś je przebijał igłami. Nie chciałam nawet myśleć o tym, że mogłaby zostać z Romanem.
– Nie każdy potrafi się przemóc – dodał Marcus z poważnym wyrazem twarzy. Kiedy spojrzałam w jego oczy to zobaczyłam, że jest rozbawiony. 
– Emily to zrobi.
– I dlatego z nami nie polecisz. Nie potrafisz dojrzeć prawdy – powiedział cicho Rafael, pochylając się nad stołem. – Ona jest z nim, ponieważ tego chce, nikt jej nie kazał zostać z Romanem. Może gdybyś z nami poleciała to wojna nie byłaby taka trudna. Część wojska przeszłaby na naszą stronę, ale co nam z tego? Część z nich przejdzie do nas by stać u boku zwycięzców. Druga część będzie mu szpiegowała, może i nawet zabijała we śnie. 
Zacisnęłam usta, nie wiedząc, co powiedzieć. W oczach chłopaka dojrzałam satysfakcję, która rozzłościła mnie jeszcze bardziej. 
– Dobrze, nie polecę z wami…
– Nie pójdziesz, nie polecisz, nie pojedziesz, nie poczołgasz się, nie zostaniesz zaniesiona – przerwał mi Sabidim. Mimo woli kąciki moich ust uniosły się lekko. Szkarłatny dobrze mnie znał.
– Nie ma potrzeby – powiedział Rafael – Gin zostanie w swoim pokoju, dopóki nie przylecimy z powrotem.
W tej chwili poczułam się, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Gwałtownie wstałam, odpychając mocno krzesło, które przewróciło się za mną z hukiem.
– Żadnego zamykania w pomieszczeniach! – Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że mówię z podniesionym głosem. Strach ściskał moje gardło niczym metalowa obręcz, niepozwalająca oddychać. – Do cholery, już raz to zrobiłeś, zamknąłeś mnie na rozkaz Romana w pokoju. Więcej się nie dam zatrzasnąć w malutkim pomieszczeniu! – Rozejrzałam się potwarzach aniołów, siedzących nieruchomo na swoich krzesłach. Rafael patrzył się prosto w moje oczy, nie zwracając uwagi na Marcusa i Daniela wpatrujących się w niego z niedowierzaniem. Szkarłatny wykrzywił usta w niewesołym uśmiechu.
Mocno przygryzając wargę wyszłam z pomieszczenia, wracając w stronę swojego pokoju. Tuż przed drzwiami zmieniłam zdanie i pobiegłam prosto w stronę schodów, prowadzących do starej chaty. Zwolniłam, kiedy wejście do kryjówki Rafaela zostało daleko w tyle. Przechodziłam się bez celu między drzewami, gdzie stwierdziłam, że Rafael miał rację, co nie znaczyło, że mam zamiar się do tego przyznać. Mogłam niemal usłyszeć surowy głos matki, mówiący, że Evans nie przyznaje się do błędów. Po chwili poczułam smutek, wypychający całą złość. Przez ten cały czas nie pomyślałam o swoich rodzicach. Może i nie byli najlepsi, ale to oni dali mi życie. Mój ojciec zawsze dawał mi wszystko, czego sobie zażyczyłam. Matka zawsze była wymagająca. Z czasem oboje przestali się mną interesować, zbyt zajęci prowadzeniem firmy. A może nie? Zawsze zwracali dużą uwagę do moich ocen w szkołach. 
– O czym myślisz? 
– Marcus! – krzyknęłam przestraszona, odwracając się w stronę blondyna – nie usłyszałam, jak nadchodzisz.
– Bo nad czymś myślałaś – powiedział uśmiechając się szeroko. 
– Można tak powiedzieć – mruknęłam, odwracając wzrok. 
– Chcesz się przejść? Jest miejsce, które chciałbym ci pokazać.
– Czemu nie? – Wzruszyłam ramionami i ruszyłam za chłopakiem.
– Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że Rafael cię zamknął na rozkaz Romana.
– Nie zależy mi na tym, czy wierzysz – powiedziałam obojętnie. –Zostałam zamknięta przez Rafaela, ale to on był osobą, która po mnie przyszła. On mnie stamtąd wyjął. 
– Cały tydzień w zamknięciu. Jak ty to wytrzymałaś?
– Normalnie. Poszłam spać. – Chłopak roześmiał się głośno.
– Wiedziałem, że lubisz spać, ale że aż tak! – Uśmiechnęłam się szeroko. Marcus zawsze wiedział, jak mnie rozśmieszyć.
– Wiesz… Mogłabym spać trochę dłużej, ale po pewnym czasie nawet i sen się nudzi.
– Nie wątpię. – Dalszą część drogi przeszliśmy w ciszy pozbawionej jakiegokolwiek napięcia. – To tutaj – powiedział w końcu, torując drogę wśród gęstych krzaków, szarpiących nasze ubrania. Przez chwilę nic nie widziałam, jedynie przebłyski błękitu.
Zatkało mnie. Marcus przyprowadził mnie na małą łąkę pełną bladoniebieskich kwiatów. Roześmiałam się, przyglądając rozbawieniu i radości widniejącym na twarzy chłopaka.
– Niezapominajki! – krzyknęłam uradowana. Blondyn rozejrzał się z uwagą w około. 
– Nikt nie wie o tym miejscu. Sam je znalazłem – oznajmił z dumą. 
– W takim razie gratulacje. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby w jednym miejscu rosło tyle kwiatów – powiedziałam z zachwytem. Marcus zaczął się szczerzyć jak głupi.
– Teraz już widziałaś. 
Resztę nocy spędziliśmy siedząc na środku łąki na przemian śmiejąc się i żartując, nie poruszając nieprzyjemnych tematów, które w dalszym ciągu wisiały w powietrzu, gotowe, by wypłynąć na powierzchnię. Gdy niebo zaczęło się przejaśniać, Marcus odprowadził mnie do pokoju.
– Rafael miał rację – powiedział, kiedy położyłam dłoń na klamce. 
– Wiem. Dobranoc. – Cicho zamknęłam drzwi, zostawiając Marcusa po drugiej stronie i wzięłam głęboki oddech. Na widok Rafaela, wyłożonego swobodnie na moim łóżku poczułam złość.
– Co ty tu robisz? – warknęłam – z resztą, nieważne. Wyjdź. - Chłopak nic sobie nie zrobił z rozkazu. Obserwował jedynie, jak tupię ze zniecierpliwienia nogą. – Powiedziałam, że masz wyjść!
– Słyszałem.
– To teraz rusz się i zrób, co mówię.
– Musimy porozmawiać – powiedział leniwie się przeciągając i mnąc pościelone przeze mnie łóżko. Marszcząc brwi przeciągnęłam ręką po zmierzwionych włosach. Skrzywiłam się, napotykając palcami kołtuny. Przydałoby się je trochę podciąć, pomyślałam.
– Możemy porozmawiać wieczorem. Teraz jestem zmęczona – burknęłam, otwierając drzwi.
– Jutro będzie za późno. Zamknij drzwi i siadaj – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. Wściekła, zrobiłam, co mi kazał. Bardzo nie lubiłam, gdy ktoś mi rozkazywał, szczególnie, kiedy w żaden sposób nie mogłam się odegrać. Niezadowolona, zaplotłam ramiona i usiadłam na krześle stojącym przy łóżku.
– Skoro już musisz, to mów.
–  Chciałem się ciebie zapytać, co mamy zrobić z Emily Rosses, jeżeli będzie z Romanem. Dobrze wiem, że jeśli nie została jeszcze przemieniona to nie będziemy mogli z nią postąpić tak, jak z innymi ludźmi, którzy dowiedzieli się o naszym istnieniu.
– Chciałabym się z nią spotkać. Powiem jej prawdę. – Cała siła, jaką w sobie miałam uleciała ze mnie jak z przebitego balonika. Nie patrzyłam się już na Rafaela, a na swoje dłonie. – Muszę jej powiedzieć. Co zrobi z tą wiedzą? Nie mam zielonego pojęcia...
– Wiesz, że nie pozwolimy jej żyć z tą wiedzą. Nie możemy pozwolić, żeby ludzie się o nas dowiedzieli.
– Rafaelu? Czy to, co mi kiedyś mówił Romano było prawdą?
– A co ci mówił? – zapytał z ciekawością.
– Że kiedyś pokazał swoje skrzydła człowiekowi – powiedziałam z zaciśniętym gardłem. Musiałam spróbować, inaczej miałabym wyrzuty sumienia, że tego nie zrobiłam. Podniosłam wzrok na chłopaka, który siedział spokojnie na łóżku, opierając się o zagłówek.
– To prawda. Do czego zmierzasz?
– Co się stało z tamtą grupą ludzi? – zapytałam, bacznie przyglądając się twarzy Rafaela, która wydawała się być wyciosana z kamienia.
– Teraz już widzę – mruknął. Po dłuższej chwili odpowiedział: – Wszyscy umarli.
– Jak to? – Zacisnęłam usta, nie widząc żadnego wyjścia, aby pomóc Emily. Jeżeli jej nie powiem to mnie znienawidzi, a jeśli to zrobię to umrze. Z dwojga złego wolałam, żeby żyła. Ceną za to musiała być nasza przyjaźń.






I jak? :D
Jestem zadowolona z tej długości, a wy?
Wiem, wiem, nie było mnie przez długi czas...
Wena zwiała, egzamin z angielskiego, od którego zależy mój następny rok w szkole i masa zadań domowych!
I wszystko miałam do zrobienia w trzy tygodnie. :c
Jak na razie wszystko idzie. Jeszcze tydzień. :)
Założyłam chat, jak macie jakieś pytania to piszcie.

Pozdrawiam!

48 komentarzy:

  1. Anonimowy22:39

    Jak dla mnie świetny rozdział :D
    i również zadowala mnie jego długość ;)
    życzę ci weny !
    Marta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział super.
    Życzę weny.
    Martyna ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie rzecz biorąc hisoria jest bardzo dobra, ale rozdziały pojawiają się tak rzadko, że nie mam w sumie zielonego pojęcia co się aktualnie dzieje. Rozumiem że możesz mnie mieć weny :(
    Rozdział cóż był dobry nic za bardzo nie wnosi ciekawego do historii, ale mam nadzieję że będzie ciekawie w kolejnych rozdziałach. CZEKAM NA KISS GIN I RAFAELA !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mylisz się, rozdział wnosi COŚ do opowiadania. :) Tylko tego jeszcze nie widać, wiesz, rozkręcam się ;D To prawda, rozdziały pojawiają się rzadko, a nawet bardzo rzadko i nic nie mogę na to poradzić. Nie mam czasu ani weny. A najdziwniejsze jest to, że do szkoły nie chodzę już od miesiąca. Rozdziały piszę późnymi wieczorami, a ostatnio nie potrafię wytrzymać nawet do 21. :( W następnych rozdziałach akcja powinna się rozkręcić, nie martw się ;)

      Usuń
  4. Czekałam, codzinnie zagladalam na strone i oto jest wyczekiwany rozdzial, alleluja ! Cudownie piszesz i jestem ciekawa co bedzie dalej . ^^ jak i również czekam na to samo co Sentymentalna .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;D A co do rozdziału - kawa, trochę czekolady, laptop i palce w ruch! :)

      Usuń
  5. Świetny rozdział :)
    Już nie mogę się doczekać następnej części.
    Miłego dnia ;)
    S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, już się za niego biorę :)

      Usuń
  6. też jestem zadowolona z rozdziału, nawet nie wiesz jak bardzo.
    Ale ciągle brakuje mi tu romansu.... Rafael i Gin... Kocham.
    Proszę o jakąś scenkę z nimi...plissssssssssiam...
    Kocham i czekam <3

    OdpowiedzUsuń
  7. [SPAM] http://amaisekai.blog.pl/ Opowiadanie fantasy o utraconej szansie i obcym świecie. Poczuj strach oraz silną determinację kobiety której odebrano wszystko co kiedykolwiek było dla niej ważne. Niech ogarnie cię dreszcz lęku i niesprawiedliwości. Czasami pośród chaosu odnajdujemy miłość, ale czy można jej zaufać?

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy20:00

    wyszło ci super!........zresztą jak zawsze ;)
    ŻYCZĘ WENY!!!!!!! ;3
    fajnie by było jakbyś połączyła Gin z Rafaelem...! ;P

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy23:00

    Wszyscy Gin i Rafael... A ja wolę Gin i Marcusa.<3 Napisz coś o nich.! Proszę.;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy22:31

    Pewnego kijowego ranka z ciekawości sprawdziłam czy dodałaś nową część. Moja radość była wielka jak zobaczyłam nowy rozdział i jego długość. Zastanawia mnie czy będzie jakiś mały motyw romansu tutaj między bohaterami, ale tak czy siak zakochuję sie w każdej części. Jest to kedno z nielicznych blogów gdzie historia jest przedstawiona tak obrazowo oraz napisane jest tak, aż sie z iskierkami w oczach czyta. Mam zapisane dwa porządne blogi ( jednym z nich nest właśnie twój) gdzie autor potrafi tak wciągnąć z historię aż czasami czyta się na jednym wdechu zastanawiając sie co bedzie dalej. Czekam oczywiście z niecierpliwością na kolejną część. I życzę więcej weny i czasu. Znam niestety ból szkoły i ogromu pracy, dlatego mój blog został usunięty ale ty nie poddawaj się i pisz nawet raz na miesiąc. Z Pozdrowieniami Black...Rose

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej... Dziękuję :D Bardzo się cieszę, że uznajesz to opowiadanie jako warte czytania, naprawdę. :) A szkołę już dawno skończyłam, ale muszę też pomagać mamie i pod koniec dnia zawsze jestem wyczerpana... Pozdrawiam, pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Super <3
    I Rafael.. ehh... <3 Uwielbiam go :D Ale jak on mógł nie zgodzić się na udział Gin w wojnie? ;o No rozumiem, że się martwi, ale no...! :P Psuje akcje...
    Chociaż jestem pewna, że Gin coś wymyśli :P
    Fajnie, że Marcus był... on jest spoko.. xD Ale brakuje mi tutaj jakiegoś romansiku ^^ Może Gin i Rafael? :P
    Końcówka rozdziału jest niezła ^^ Przyszedł do niej do pokoju :D I ceną może być przyjaźń Emily i Gin? ;o OMG :)
    Co do długości to w sam raz, ale zawsze mógł być dłuższy :D
    Z niecierpliwością czekam na następny... :D
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rafael nie może pozwolić Gin brać udziału w wojnie bo ona jest Upadłym. I nie potrafi walczyć.
      Ano tak, cena, jaką Gin musi zapłacić za życie Emily jest ich przyjaźń. Smutne, prawda? :c
      Dziękuję i również pozdrawiam ;D

      Usuń
  12. kdjskjfkjfkjkfjdjj *.*
    Chyba inaczej tego się nie da określić :D
    Życzę dużo weny i pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;D I rozumiem, co masz na myśli :D Też czasami tak mam ;)

      Usuń
  13. Anonimowy09:14

    rozdział jak zwykle niesamowity!!!!! nareszcie Rafael zaczyna choć w minimalnym stopniu pokazywać że się o nią martwi:P WIĘCEJ ROMANSU !!!!! ;P :D
    Pozdrawiam Karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak ma się o nią nie martwić? Teraz jest bardzo cenna dla wszystkich aniołów. No i jest też aniołem z przepowiedni. ;D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Anonimowy17:45

    Kiedy next ?;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisze się jeszcze, ale mam nadzieję że będzie gotowy pod koniec tygodnia :D

      Usuń
  15. Zostałaś/zostałeś nominowana/nominowany do Liebster Blog Adward przez http://lodowy-czar.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy następny rozdział? Tęsknię :'(

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział.
    Zapraszam do siebie : http://nowe-zycie-lisy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy14:51

    Witam,
    wojna tuż, tuż, zbliżą się wielkimi krokami, ale Gin jest od niej odsuwana... och jak dobrze ja znają...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet za dobrze :D
      Dziękuję, również pozdrawiam :)

      Usuń
  19. Anonimowy20:14

    Kiedyś czytałam twojego bloga . Potem mi się usuną . Aż do dzisiaj . Znalazłam go !
    Jestem dumna z siebie . Z ciebie bardziej że jeszcze go utrzymujesz w tak dobrym stanie !
    To wenny życzę
    /Ciemność zło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... Nie jest utrzymywany w dobrym stanie, bo coraz rzadziej publikuję rozdziały, ale chyba ważne jest, że dalej prowadzę tego bloga. :D Szczerze mówiąc, jestem z siebie bardzo dumna :D

      Usuń
  20. Witaj xD Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Blog Award :P Więcej informacji na: http://76-igrzyska-smierci.blogspot.com/p/zostaam-nominowana-przez-wspaniaa.html
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy03:14

    Nie wiem, jak to robisz, ale siedziałam i czytałam ten blog od początku do końca. Bez przerwy na cokolwiek. Od pięciu godzin... Jest trzecia w nocy... Brawo, mało kto pisze tak dobrze i tak wciągająco, że nawet po ciastko nie śmiałam odejść od ekranu. No i przyznaję, brakuje tu jakiegoś romansu, ale coś czuję, że lepiej ci nie podpowiadać, sama wymyślisz i opiszesz to najlepiej :) Także gratuluję świetnego bloga, życzę weny i duużo czasu, kawy i czekolady i hmm... prooooszę, dodawaj nowy rozdział, bo zżera mnie ciekawość!!! :) / Juska.

    OdpowiedzUsuń
  22. Anonimowy08:23

    blog super, opowiadanie wciągające i chce się więcej i więcej :) czytając zauważyłam że coraz rzadziej dodajesz rozdziały w większych odstępach i chyba krótsze ;) ale i tak jest spoko pozdrawiam Serenka.

    OdpowiedzUsuń
  23. Anonimowy16:33

    Kiedy nowy rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam :)
    Już kiedyś czytałam tego bloga, by potem posiać gdzieś link do twojego opowiadania i w końcu odnaleźć twoją historię :)
    Cóż tu dużo mówić... Piszesz wspaniale i ciekawie. Historia jest ciekawa, dynamiczna i na swój sposób oryginalna :)
    Dużo osób pisze z kim może być Gin... Ja nie mogę się zdecydować... Dla mnie może być z wszystkimi trzema... Czemu nie, jest wyjątkowa xD Tak serio to zdaje się na twój wybór :)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział... Teraz będę tu zaglądać regularnie
    Jeśli znajdziesz czas zapraszam na: http://demon-hunter-katherine.blogspot.com/
    pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Kochana, powiedz mi proszę jakie były twoje sposoby na wybicie bloga. Sama próbuję to robić, ale średnio mi wychodzi. Proszę napisz mi parę sposobów któe ty polecasz i które się sprawdzają
    Kisses
    LBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... czytałam inne blogi i zapraszałam do siebie :)

      Usuń
  26. Zgadzam się całkowicie z 5 komentarzem powyżej mojego. Widać, że masz talent! Z ulgą zauważyłam, że to nie koniec... Życzę Ci dalszych sukcesów :)
    Jo Havke

    OdpowiedzUsuń
  27. Anonimowy13:34

    Kochana kiedy nowy rozdział ..?!? nic się nie odzywasz do swoich czytelników ani nic od ponad 4 miesięcy zostawiłaś nas na dobre ?!? Clara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie zostawiłam :) Jestem :D

      Usuń
  28. Kiedy nowy rozdział? Zostawiłaś nas? Toż to okropne i bez serca. Mam nadzieję, że wrócisz. Zapraszam na http://apprentice-rangers.blogspot.com/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Anonimowy12:28

    Mogłabyś pisać dłuższe rozdziały
    Ale ogólnie opowiadanie jest spoko
    Powodzenia w pisaniu

    OdpowiedzUsuń