31 grudnia 2013

XLII






Moja ciekawość oczywiście nie mogła siedzieć cicho, więc po chwili pytanie samo wyszło z moich ust.
- Dlaczego akurat ostatnie? Wysuszenie jest chyba trudniejsze niż podcięcie gardła. - Tak przynajmniej brzmiała moja opinia na temat zabijania. - Albo od skręcenia karku.
Nie mówiłam, że zabijałam tylko zwierzęta. Na chwilę ogarnęło mnie poczucie winy, które szybko odsunęłam od siebie. Jeszcze jako człowiek jadłam mięso, to też jest poniekąd morderstwem, pocieszyłam się w myślach.
- Będziesz uczyła ojca, jak dzieci robić? - zapytał rozbawiony - Uwierz mi, skręcenie karku aniołowi nie jest takie łatwe, a bronią nie potrafisz się posługiwać. W dodatku gdyby twój cel zobaczył rękę, od razu by zareagował i przegrałabyś. A tego byś nie chciała, prawda?
- Nie, nie chciałabym. - W dalszym ciągu jednak dziwiło mnie, że pozbawienie kogoś krwi poprzez wbicie się w niego zębami i trzymanie tak długo, dopóki nie umrze, jest prostsze od skręcenia karku, jednak nie odezwałam się słowem na temat moich wątpliwości. Zrezygnowana westchnęłam. - Jak chcesz, tak i się stanie Romano, ale wiedz, że później masz zapomnieć o tym, że jakakolwiek Genevieve Evans istnieje. Albo Gin, zależy od tego, jak o mnie myślisz. - Przejechałam dłonią po twarzy, wyczuwając zapadnięte policzki- W każdym razie wiesz, o co chodzi, prawda?
- Ależ oczywiście, Gin. - Uśmiechnął się szeroko - Cieszę się, że postanowiłaś pójść prostszą drogą do pozbycia się mnie ze swojego życia. Ta ucieczka musiała być nieco męcząca, prawda?
- Można tak powiedzieć - mruknęłam, po czym przypomniałam sobie, co Atraz mówił. - Ale teraz już nie muszę uciekać. - Na razie, pomyślałam, po czym zmarszczyłam lekko brwi. - Kiedy wykonam zadanie to czy nie będę musiała uciekać? Pamiętam, że mówiłeś wyraźnie, iż nie chcesz mnie widzieć na oczy, a jeżeli to nastąpi, to mnie zabijesz. - Na chwilę twarz Romana spochmurniała, po czym ponownie się rozpogodziła.
- Ach! Pamiętam. Bardziej chodziło mi o to, żebyś nie plątała się pod nogami. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia, a twoja obecność by mi niezwykle przeszkadzała, dlatego też pragnąłbym, żebyś zmieniła swoje miejsce zamieszkania. Słyszałem, że twoi rodzice są w Chinach, mogłabyś pojechać do nich, żeby się pożegnać i zamieszkać tam. Jest tam bardzo ładnie - dodał, uśmiechając się słodko. Skinęłam głową, po czym zamknęłam oczy na chwilę i wsłuchałam się w ciszę, która zapanowała w pomieszczeniu.
- Kiedy chcesz, żebym wykonała zadanie?
- Za kilka godzin.
- Jak to, za kilka godzin?! - Gwałtownie otworzyłam oczy i spojrzałam na Anioła Ciemności.
- To zależy od celu, kiedy wyjdzie na spacer. Zawsze wychodzi pomiędzy dziewiątą a dziesiątą z rana, a to znaczy, że masz… - Chłopak sięgnął za siebie i wyjął swój ogromny telefon, po czym sprawdził godzinę. - Trzy godziny.
Nagle ogarnął mnie strach, który sprawił, że zastygłam bez ruchu. A co, jeśli mi się nie uda? Jeżeli nie zdołam zabić tego anioła?
- Wtedy ty umrzesz. - Uśmiechnął się tajemniczo, a jego oczy błysnęły i stały się nieobecne.
- Skąd wiesz…
- Och, moja droga, miałaś to wypisane na twarzy. - Roześmiał się, a jego śmiech brzmiał nienaturalnie głośno w cichym pomieszczeniu. Westchnęłam ciężko, po czym zadałam pytanie, które od jakiegoś czasu już chodziło mi po głowie.
- Kim jest osoba, którą chcesz, żebym zabiła?
- Tego nie musisz wiedzieć. - Twarz Romano natychmiast straciła swój fałszywy uśmiech, który miał za zadanie oczarowywać. - Jest to anioł, którego nigdy nie darzyłem szczególną sympatią, aczkolwiek musiałem go tolerować. Teraz wszystko się zmienia. - Jego usta ponownie wygięły się w rozmarzeniu, a oczy zaświeciły dziwnym blaskiem.
- Zmienia? W jaki sposób? - Przez chwilę mnie obserwował, jakby zastanawiając się, czy mi opowiedzieć, po czym wzruszył ramionami.
- Przedtem nie mogłem mu nic zrobić, gdyż jest Panem Aniołów. Ja natomiast jestem Panem Aniołów Ciemności.
- Jaka jest różnica pomiędzy Aniołami a Aniołami Ciemności?- Zapytałam, marszcząc brwi.
- Otóż zwykłe anioły mają białe skrzydła, oznaczające czystość - prychnął cicho- Nasze są koloru czarnego, koloru władzy. - Jego osoba nagle zaczęła promieniować dumą. - Pewnie zastanawiasz się, jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma rasami, prawda? Zwykłe anioły nie mogą się dobrze bawić. Muszą ściśle przestrzegać swoich głupiutkich zasad, inaczej umierają. A my, Gin, możemy wszystko. Nie mamy zasad, no, może oprócz tej jednej, lecz nie przeszkadza ona nam w zabawie. Możemy się bawić, ile tylko chcemy, czym chcemy i jak chcemy.
- Co rozumiesz poprzez słowo „zabawa”? - zapytałam ostrożnie, nie chcąc pokazywać po sobie niechęci, jaka mnie ogarnęła, gdy tak go słuchałam.
- Wszystko, czego sobie tylko zapragniesz. - Uśmiechnął się radośnie. - Możesz porywać, torturować, zabijać, gwałcić, straszyć… Wszystko. Raz ukazałem się człowiekowi, który stwierdził, iż objawił mu się sam Bóg Śmierci. - Roześmiał się. - Jakie to było zabawne! Udało mu się nawet przekonać do tego innych i razem składali dla mnie krwawe ofiary. Niestety policja nie zaakceptowała powstania nowej religii. - Skrzywił się. - Szkoda. - No tak, po co się w ogóle pytałam? Zadrżałam.
- Zimno ci?
- Co? - Spojrzałam w dół i zobaczyłam, że w dalszym ciągu jestem mokra - Ach, to. - Zmarszczyłam brwi. - Nie, nie jest mi zimno, aczkolwiek siedzenie w mokrych ciuchach nie należy do przyjemnych. Masz mój plecak? Pamiętam, że miałam tam ubranie na zmianę.
Chłopak ponownie sięgnął po swój ogromny telefon i szybko napisał wiadomość tekstową.
- Za chwilę powinien się zjawić twój opiekun z rzeczami.
- Dobrze - mruknęłam zmęczona - Mam jeszcze jedno pytanie. Dlaczego kazałeś mnie trzymać tak długo w tamtym pokoju?
- Z dwóch różnych powodów. Kazałem cię tam trzymać, jako swego typu karę za ucieczkę, gdyż nie mogłem pozwolić, żeby uszło ci to na sucho oraz po to, żebyś trochę zgłodniała. - Uśmiechnął się przebiegle. - Krew Aniołów nie smakuje jak ambrozja czy jak to ludzie mówią. Krew Aniołów jest tak gorzka, że ledwo przechodzi przez gardło. Żeby zabić, musisz stracić nad sobą panowanie, dlatego też kazałem cię wygłodzić, żebyś mogła się na niego rzucić.
- Na niego? Więc mam zabić Anioła płci męskiej? - zapytałam z ciekawością. - Powiedz mi jego imię.
- Nie.
- Co ci szkodzi wyjawienie mi imienia osoby, którą mam zabić? Przecież i tak nie znam go.
- Nie powiem ci, moja droga. To może popsuć ci smak. - Zmarszczyłam brwi.
- Smak?
- Tak. Widzę, że jeszcze nie przyzwyczaiłaś się do zabijania. Niech zgadnę, przez większość czasu twoja dieta składała się ze zwierząt, prawda? - Niechętnie skinęłam głową.
- Gdybyś wiedziała, że zwierzę ma swojego pana, który je kocha, czy w dalszym ciągu chciałabyś je zabić ?
- Nie.
- No właśnie. Dlatego też anioł, którego masz zabić, nie ma dla ciebie imienia. Uznaj, że jest jak jedno ze zwierząt, które zabiłaś.
W tym momencie do pokoju wszedł Rafael trzymający mój plecak. Jego twarz niczego nie wyrażała. Szybko podał mi moją własność, równocześnie kiwnął głową Romanowi na powitanie.
- Zabiorę ją do toalety, żeby mogła się przebrać.
- Dobrze. - Chłopak spojrzał w moją stronę i lekko zmarszczył brwi. - Nie sądzę, żeby sama dała sobie radę. Pomóż jej.
Zacisnęłam usta, kiedy zielonooki skinął, po czym podniósł mnie z fotela, w którym siedziałam, i wyszedł na korytarz.
- Sama mogłam wstać - mruknęłam, kręcąc się. - I nie będę potrzebowała pomocy w przebieraniu się.
- Kogo masz zabić? - zapytał cicho, stawiając mnie na kafelkach w niewielkiej toalecie.
- Nie wiem. Nie powiedział mi tego.
- Co masz zrobić?- Mokre ciuchy zaczęły mnie nagle mocno irytować, tak samo jak i Rafael.
- Zabić kogoś. A teraz pozwolisz? - Wymownie skinęłam na drzwi. Chłopak spojrzał na mnie niemal płonącym wzrokiem mówiącym, że to jeszcze nie koniec wypytywania, i wyszedł z pomieszczenia.
- Zawołaj, jak będziesz potrzebowała pomocy. - Zamknął drzwi.
Przebierałam się powoli, gdyż trudno było mi zdjąć z siebie mokry materiał, który przylgnął do mojego ciała, ale nie odezwałam się słowem, nie chcąc przyjąć pomocy, mimo że przydałaby się. Kiedy skończyłam, postanowiłam podejść do drzwi i je otworzyć, jednak po trzech krokach miałam wrażenie, że moje stopy zamieniły się w dwa kamienie, które były zbyt ciężkie, żeby je przemieścić. Zrezygnowana zawołałam Rafaela, który spojrzał na mnie z naganą i podniósł.
- Powiedz mi teraz dokładnie, co Romano chce, żebyś zrobiła dla niego- odezwał się, nie ruszając z miejsca. Westchnęłam.
- Chce, żebym zabiła dla niego anioła. To wszystko. - Z niewiadomego powodu nie powiedziałam chłopakowi, w jaki sposób mam to zrobić. - Więcej nie wiem, ponieważ Romano uznał, że to przeszkodzi mi w morderstwie. - Zmęczona przetarłam oczy. - Pewnie ma rację.
Najwyraźniej zasnęłam, ponieważ obudziłam się, leżąc na kanapie z czarnej skóry. Podniosłam się i ujrzałam Romano, który wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem z fotela. Jego łokcie opierały się o podłokietniki, a dłonie ułożone były, stykając się opuszkami w tak zwaną piramidkę.
- Już czas.
- W jaki sposób mam dojść do niego? Nie jestem w stanie chodzić - stwierdziłam kwaśno.
- Podam ci parę kropel krwi, tak na ożywienie. - Chłopak wstał i podszedł do mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że się przebrał w ciasne, czarne spodnie oraz tego samego koloru luźny podkoszulek, który odsłaniał część dobrze wyrzeźbionej klatki piersiowej, a na jego nadgarstku pobłyskiwał czarny zegarek. Podniósł mnie i opuścił pokój.
- Powtórz, co masz zrobić.
- Zabić anioła- Mruknęłam, a moje serce nagle zaczęło bić ze zdwojoną siłą.
- W jaki sposób?
- Wysuszając go. - Skrzywiłam się. Nie chciałam tego robić, ale nie miałam wyboru. Śmierć jednego anioła za moje życie. Wiedziałam, że trudno będzie mi sobie z tym poradzić, pocieszałam się faktem, że nie będę sama. Postanowiłam zabrać ze sobą Matta, Martina oraz Emily i postarać się odbudować naszą przyjaźń, ponieważ nie było jeszcze za późno.
Romano wyniósł mnie na dwór i szybko rozłożył skrzydła, które nagle się pojawiły, po czym wystartował w górę, gdzie musiałam zamknąć oczy, gdyż słońce oślepiło mnie. Po drodze mniej więcej przyzwyczaiłam się do światła i rozkoszowałam otoczeniem, które widziałam pod sobą.
Wylądowaliśmy między drzewami, gdzie Anioł Ciemności postawił mnie.
- Zaczekaj. - Chłopak zniknął. Chwilę później pojawił się z żywą wiewiórką wierzgającą w jego dłoni. - Teraz czekamy na cynk. - Spojrzał na zegarek. - Za niedługo twój cel powinien dojść do stawu. Rzucisz się na niego od tyłu. - Przeniósł wzrok na mnie. - Pamiętaj, że drzewa też mają uszy. Musisz przemieszczać się szybko i cicho jak wiatr - powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
- Skąd będę wiedziała, że to on?- Jakoś udało mi się przecisnąć słowa przez zaciśnięte gardło. Czułam, jak moje serce tłucze się nerwowo w klatce piersiowej, a strach, który w tej chwili odczuwałam, wyostrzał mi wzrok oraz słuch.
- Ma niezwykłe granatowe oczy oraz zazwyczaj nosi starą, czarną kurtkę zrobioną ze skóry. Czarne włosy- Nie wiedząc, co powiedzieć, skinęłam tylko głową, rozglądając się nerwowo. Wiewiórka nieprzyjemnie kwiliła, próbując się wyrwać, jednak dłoń Romana była jak metalowa obręcz dla zwierzątka, które miało puchate futerko w kolorze szarym, ciemniejące na grzbiecie, zmieniając się w lekko brązowe, a ogon podrygiwał nerwowo. Mogłam dosłyszeć szybkie bicie małego serduszka, które pompowało prędko krew przez maleńkie żyły…
- Gin! Jeszcze nie czas - zganił mnie Romano, chowając wiewiórkę za plecy tak, żebym jej nie widziała. - Zaraz ją dostaniesz. Pamiętasz jeszcze, co masz zrobić?
- Tak - odparłam. Po czasie, który wydawał się wiecznością, usłyszeliśmy ciche piknięcie dochodzące zza blondyna.
- Już czas. Spójrz mi w oczy, Gin. - Poczekał, aż zrobię, co mi kazał. - Biegnij na wschód. - Wskazał dłonią z wiewiórką. - Najciszej, jak potrafisz. Kiedy będziesz słyszała rozmowę, zwolnij i się zaczaj, a później szybko skocz i wbij się w mężczyznę w czarnej skórzanej kurtce z czarnymi włosami. Wysusz go do cna i uciekaj tak daleko, jak tylko potrafisz. Rozumiesz? - Poczekał, aż skinęłam głową. - Masz, napij się. - Podał mi zwierzątko, a ja, czując szybkie bicie serca na swojej dłoni, jak zahipnotyzowana wgryzłam się w ciepłe ciałko, zabierając gorącą, metaliczną ciecz. Po chwili wiewiórka zadrżała i zwiotczała. Nie zwracając uwagi na sierść w ustach, odrzuciłam truchło i ogarnięta gorączką palącą mój przełyk, rozprzestrzeniającą się w coraz dalsze zakątki mojego ciała, dodającą energii, żądającą więcej życiodajnego płynu, spojrzałam w stronę Romana, oceniając, czy od niego mogę dostać to, czego pragnę.
- Nie, moja droga. Biegnij w tamtą stronę. - Wskazał ręką. - Tam znajdziesz to, czego szukasz. Pamiętaj, jesteś teraz na polowaniu, biegnij cicho, żeby go nie spłoszyć. Ruszaj już. - Delikatnie popchnął mnie tam, gdzie chciał, żebym poszła. - Poluj. - To słowo przekonało mój żołądek, który teraz pełnił rolę mózgu. Zaczęłam biec tak szybko, jak tylko potrafiłam, nawet światło słoneczne nie potrafiło mnie powstrzymać. Instynkt ostrzegał przed przeszkodami, takimi jak drzewa lub krzaki, które jakimś cudem udawało mi się omijać w całkowitej ciszy. Chwilę później zatrzymałam się i usłyszałam, że niedaleko był ktoś, kto rozmawiał. Zaczęłam się skradać w tamtą stronę, a kiedy byłam bardzo blisko celu, przemieszczałam się cicho między drzewami, co chwilę spoglądając na moją przyszłą ofiarę. Zmarszczyłam brwi, widząc, że nie jest sam. Była z nim jakaś dziewczyna o kasztanowych włosach i dużych, piwnych oczach. Bardziej jednak interesował mnie chłopak. Był wysoki, dobrze zbudowany, a jego serce biło mocno, tłocząc pewnie dużą ilość krwi. Dziewczyna roześmiała się z czegoś, co powiedział chłopak. Jej śmiech wydał mi się znajomy, lecz myśli odłożyłam na później. Ponownie spojrzałam w stronę chłopaka i poczułam, że ślina napływa mi do ust. Jednocześnie zastanowiłam się, jak mogłabym szybko zdjąć jego skórzaną kurtkę z szyi, aby się wgryźć.
Nic nie myśląc, wybiegłam zza drzewa i skoczyłam na swój cel, po czym wyginając kołnierzyk, ugryzłam go. W tym samym momencie moje usta wypełnił gorzko-kwaśny płyn, przez który miałam ochotę krzywić się, jakbym zjadła cytrynę. Pomimo tego, że bardzo chciałam się oderwać od szyi chłopaka, nie mogłam. Głód mną sterował i pomimo krzyków rozumu, nie słuchał.
Otworzyłam oczy i spojrzałam w ogromne jak spodki oczy dziewczyny, której twarz coś mi mówiła. Miałam wrażenie, że ją znam.
Wymachując dziwnie rękoma, krzyczała w trwodze czyjeś imię. Umysł podpowiedział mi, że wołała moje imię.
Dopiero po chwili zorientowałam się, dlaczego jej twarz jest mi znajoma. To była Emily, moja najlepsza przyjaciółka. Oderwałam się na chwilę od szyi chłopaka, który upadł bez siły na kolana.
- Emily - szepnęłam.
- Coś ty zrobiła?! - Spojrzała na mnie ze łzami w oczach, z których można było jeszcze dojrzeć wiele innych uczuć, takich jak przerażenie lub obrzydzenie. - Daniel, Daniel!- krzyczała, kiedy osoba, którą trzymałam, padła na ziemię, nie ruszając się- Zabiłaś go! - zawołała, cofając się w tył. - O mój Boże, zabiłaś mojego przyjaciela, Gin. Ty, ty piłaś jego krew. - Przełknęła, po czym odwróciła się i zaczęła biec. Miałam wrażenie, jakby moje serce nagle przebił sztylet.
- Emily, nie… - Wyciągnęłam rękę w stronę, gdzie znikła moja przyjaciółka, nagle zdając sobie sprawę z tego, co zrobiłam. - Zabiłam człowieka - szepnęłam, czując szok. Nerwowo zaczęłam pocierać mocno czoło i przygładzać włosy. Rozejrzałam się wokoło, kiedy usłyszałam jęk. Przestraszona podskoczyłam, po czym zorientowałam się, że to był ten chłopak, na którego się rzuciłam. Impulsywnie schyliłam się i sprawdziłam puls. Pod palcami poczułam słabe trzepotanie. Żyje. On żyje.






Szczęśliwego Nowego Roku kochani! :D
Nawet nie wiecie, ile czekałam, żeby napisać ten rozdział!

Jeszcze 0,02 i będziemy na szóstym miejscu! ;)
Zachęcam wszystkich do komentowania.
Pozdrawiam! ;D

46 komentarzy:

  1. Och jak ja kocham tego opka :3
    Szczęśliwego Nowego Roku
    Z niecierpliwością czekam na neksta :3

    Pozdrawiam Clary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się napisać go w tym tygodniu, gdyż w przyszłym wracam do szkoły ;)

      Usuń
  2. Czuję się jak Gin :D
    Wysuszasz moją duszę, żebym mogła się "rzucić" na kolejny rozdział :P
    Szczęśliwego Nowego Roku tobie też życzę :*
    Czekam na kolejny z niecierpliwością *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze :D Nawet bardzo dobrze, o to mi właśnie chodziło ;)

      Usuń
  3. Anonimowy21:38

    ALEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE.. Długie *.* zabieram się za czytanie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Osobiście uważam, że przeszłam samą siebie, co do długości rozdziału :D Oczywiście, duży wkład miała tutaj wena ;)

      Usuń
  4. Szczęśliwego Nowego Roku. Ale fajny rozdział! Pisz kolejne błagam. Ciekawe czy to w nim Gin się zakocha... Najlepszego! Niecierpliwie czekam / Pola :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Postaram się jak najszybciej skończyć :)

      Usuń
  5. Anonimowy03:24

    Nawet sobie nie zdajesz sprawy z mojego szczęścia kiedy zobaczyłam, że jest nowy rozdział;) Jak już napisałam pod poprzednim rozdziałem: kocham twojego bloga, kocham twój styl pisania ...
    Masz ogromny talent i wielką wyobraźnię.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, i błagam dodaj pierwszy rozdział w Dzieciach Kaina.
    Rozumiem, że wena jest jak zając i w każdej chwili może uciec jak i się pojawić, ale i tak Cię błagam.
    Szczęśliwego Nowego Roku i dużo weny;*** /J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, trzeba tam w końcu z czymś zawitać :) Nawet nie wiesz jak mi to pochlebia :D Dziękuję ;)

      Usuń
    2. No a ja wciąż czekam aż coś dodasz na Dzieciach Kaina XD
      /J

      Usuń
    3. Piszę, już mam połowę rozdziału pierwszego ;D

      Usuń
  6. Nareszcie! :* Długie i ciekawe, podoba mi się! Życzę Szczęśliwego Roku Pełnego Weną oraz Spełnienia Marzeń
    Pozdrawiam Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się bardzo, że Ci się podoba :)

      Usuń
  7. Rozdział cudo *.* Kiedy kolejny ?
    Szczęśliwego Nowego Roku :D
    Pozdrawiam
    http://ostatnitaniec.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Pewnie za dwa tygodnie :)

      Usuń
  8. nareszcie
    wow genialny nie do opisania z zachwytu rozdzial :*****
    Zycze duzo , mnostwo weny
    Pozdrowienia :D :*****
    PS co to bylo z tymi przecinkami :P i nawiasami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jestem gapą i już :D Skleroza się odzywa :c Naprawdę powinnam odstawić masło :/ Przed wstawieniem tekstu musiałam na chwilę odejść od komputera i kiedy wróciłam to po prostu zapomniałam ;D
      Cieszę się, że rozdział się podoba :)

      Usuń
  9. No, dobre. Gin rozwalila plan Rafaela, Daniel miał w końcu uratować Emily. Nie do końca, ale pomieszala mu w szykach. Ciekawe jak z tego wybrniesz.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś się wymyśli >:) Nie uratować, a trzymać ją z dala od Romana przez jakiś czas, ale masz rację, Gin trochę namieszała ;)

      Usuń
  10. Tobie również życzę Szczęśliwego, nowego roku :D
    Niezłe... :) Bardzo dużo emocji w tym rozdziale... czytałam go prawie spadając z krzesła xD Szkoda mi, że Gin musi tyle przechodzić... za każdym razem ma jakieś trudności... Mam nadzieję, że ten Daniel będzie żył.. :) lubię Rafaela, więc czekam na jego jakąś większą rolę w rozdziale :D Proszę cię, Reia o więcej Rafaela!! :D nie wiem, dlaczego tak go lubię xD a rozdział długi, co mi się bardzo podobało :D Ogólnie świetnie wymyśliłaś ten rozdział. Boski. Czekam z niecierpliwością na nexta :D
    Pozdrawiam serdecznie i życzę mnóstwaaaaa weny w nowym roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie tak miało być ;) Jak na razie Daniel żyje :D I będzie więcej Rafaela, bo też go lubię :3 Dziękuję :)

      Usuń
  11. Grrr! Szóste miejsce ma być!!!
    Przepraszam, że komentuję tak późno ale ostatnio czasu jak na lekarstwo, blogi, szkoła, duperele... Wybacz :c
    I że krótko. Bo zasypiam na klawiaturze, chora na dodatek a edytowanie posta otwarte w innej karcie i czeka, czeka, krzycząc na mnie ze złością.
    Zgadzam się z Sandrą, Gin zawsze ma przerąbane.
    Wiedziałam! Wiedziałam, że to będzie Emily!!!!! :O O Danielu zapomniałam, ale jak tylko twarz dziewczyny się z kimś skojarzyła to zaliczyłam fejsplama w stylu "Gin... Będziesz miała przerąbane, bidaku" I miałam rację!
    Ciekawi mnie, skąd Rafcio zna takie szychy jak władcy świętobliwych aniołków i jakim cudem udaje mu się nakłonić ich do pilnowania kuszonych przez zUo panien.
    I martwi mnie, czemu Romcio potrzebował akurat Gin do tej roboty. Nie mógł wysłać jakiegoś posłusznego mu ślepi frajera? Mam wrażenie, że Anioł+Krew innego anioła=Coś bardzo złego.
    Ale zobaczymy.
    Świetny rozdział, Pajonsiu najdroższa, po prostu :3
    Wiesz, wszystkiego najlepszego na nowy rok, bo sobie zasłużyłaś.
    Pierwszego miejsca na OiPF :> I weny i czasu oczywiście!
    Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być szóste, a jest ósme :(
      Nie ma sprawy, ważne, że skomentowałaś :P Świetnie cię rozumiem ;)
      Nie jest krótkie, długość mnie całkowicie zadowala :)
      W sumie racja, trzeba jej będzie jakoś to wynagrodzić... >:D
      O wszystkim dowiesz się w następnym rozdziale :3

      Usuń
  12. Bardzo ciekawie piszesz :) Obserwujemy ? jak tak to zacznij a ja się odwdzięczę :) pozdrowionka !

    OdpowiedzUsuń
  13. Nominuję cię do The Verselite Blogger Award. Więcej tu:
    http://dark-secret-full-moon.blogspot.com/2014/01/nominacja-do-versetile-blogger-award.html
    Lifeisbrutal

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny rozdział:) Nie nogę się doczekać nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy11:08

    Zaczęłam czytać Twoje opowiadanie przed świętami i pochłonęłam wszystkie dostępne rozdziały w 2 z przerwami na sprzątanie :D jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego talentu do pisania oraz niezwykłej wyobraźni. Z zafascynowaniem czytałam ten rozdział i z utęsknieniem czekam na kolejny :D - Mała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba :) Następny rozdział powinien się pojawić w tym tygodniu :D

      Usuń
  16. Anonimowy13:51

    Witam,
    ach udało mi się w końcu nadrobić zaległości ;] mam nadzieję, że więcej już ich nie będę miała....
    rozdział fantastyczny... wstrętny, podły Romano... ach aby Gin udało się zamienić kilka słów z Emilii po tym co widziała.... choć ciekawi mnie dlaczego Romano akurat jego kazał zabić...
    co do Twojego drugiego blogu, zajrzę tam, tylko nie wiem czy uda mi się w tym tygodniu jeszcze... i będzie obowiązywała mnie zasada, że każdy rozdział komentuję....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D O wszystkim dowiesz się w następnych rozdziałach ;)
      Nie ma sprawy, jak na razie pojawił się tam tylko prolog ;)
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  17. Blog świetny. Bardzo mi się podoba. Już nie mogę się doczekać następnej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się z tego powodu cieszę :D

      Usuń
  18. Anonimowy13:30

    Nio i gdzie się podziewa następny rozdział? Znów na urlopie? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek brała urlop ;)

      Usuń
  19. Już wtorek a twojego następnego rozdziału ani widu, ani słychu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam weny i nie potrafiłam nic napisać, ale już jest okej. :D Rozdział będzie za niedługo. ;)

      Usuń
  20. Anonimowy21:07

    Cieszę się :) nie chciałam cię pospieszać tylko przypomnieć o wiernych fanach :* powodzenia i jeszcze więcej weny ;>
    Ikus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi ;) Przyznaję, moja wina. Powinnam dodać rozdział już dawno temu :D Dzięki :)

      Usuń
  21. Anonimowy21:26

    Wczoraj znalazłam twój blog i tak się zakochałam, że na jednym oddechu przeczytałam wszystkie rozdziały! jesteś wspaniała ;* Co do tego rozdziału coś podejrzewałam, że to będzie Daniel i, że ta "dziewczyna, w której się zakochał" to będzie Emily. Jestem chyba medium 0_o Tak czy siak czekam na następny rozdział z niesamowitym zniecierpliwieniem, bo znowu nie mam co czytać ;_;
    Tak w ogóle szczęśliwego nowego roku, choć te życzenia są trooooooszkę spóźnione. Weny! ;* Pozdrawiam.
    Talia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, spóźnione :D Wychodzi na to, że jestem bardzo przewidywalna :c Ale co tam, cieszę się, że Ci się podoba, ba! Nawet bardzo się cieszę :) Znam ten ból :C Rozdział będzie za niedługo! ;D
      Dziękuję, Reia

      Usuń
    2. Anonimowy22:17

      To dobrze, bo na mojej półce leżą tony książek i nie chce mi się szukać następnego blogu, bo już powoli zapominam ich nazwy... Nie jesteś przewidywalna! po prostu skojarzyłam fakty, bo wcześniej Romano coś wspomniał, że to jeden z Aniołów czy tai ich władca czy coś. A jedyny jakiego znałam to Daniel. A przecież Rafael kazał się opiekować Danielowi Emily... więc myśl mi się jakoś tak samo nasunęła. Ale gdybyś nie dała takich szczegółów równie dobrze mogłabym pomyśleć, że to Marcus xD
      Talia

      Usuń