14 sierpnia 2013

XXXIV






- Tylko Sabidim, nie przestrasz go za bardzo- Skrzywiłam się- On nie wie niczego poza tym, co Rafael ci powiedział i dlatego proszę cię, postaraj się zachowywać jak człowiek. I nie pokazuj mu ostrza- Powiedziałam po krótkim namyśle- Jest ono dość- Zawahałam się szukając odpowiedniego słowa- Nietypowe. W dodatku teraz nikt nie używa sztyletów, a Matt, pomimo tego, że nie jest w formie- Zabrzmiało to bardziej jak pytanie, ale nie obchodziło mnie to- Jest bardzo inteligentny.
Szkarłatny zmarszczył brwi, jakby przyswajając sobie to, co powiedziałam, po czym uśmiechnął się niewesoło.
- Da się zrobić. Jak wygląda?- Co było dziwne, zwrócił się z tym pytaniem do Rafaela, nie do mnie. Wzruszyłam ramionami. Prawdopodobnie zielonooki zapamiętał trochę więcej niż ja, jako że nie znał go i widział całość teraz. Ja wciąż widziałam w nim mojego przyjaciela Matta i nie sądzę, żeby coś mogło się zmienić. Tak samo nie potrafię uwierzyć w to, że Greg się zmienił. Pokręciłam głową.
-Gin, hej!- Usłyszałam głos Sabidima. Wyglądało na to, że nawoływał mnie już od dłuższego czasu, ponieważ razem z Rafaelem wpatrywali się we mnie wyczekująco.
- Co?
- Czy ty nas w ogóle słuchałaś?
- Nie- Skrzywiłam się, a Szkarłatny westchnął, po czym wytłumaczył mi, gdzie powinnam iść go szukać.
- Przecież Matt tam nigdy nie był- Powiedziałam, gdy usłyszałam dzielnicę, do której miałam iść. Rafael spojrzał na mnie zamyślony.
- Masz rację.
- I nie masz zamiaru nic z tym zrobić?- Warknęłam wkurzona.
- Tam zbierają się czasem ćpuny- Wytłumaczył Sabidim, gdy piorunowałam Rafaela wzrokiem.
- Najgorsze ćpuny- Poprawiłam go- A Matt do nich nie należy. Jego da się wyciągnąć.
- Co nie znaczy, że on tak myśli. A teraz idź, zanim Rafael się rozmyśli i każe ci iść z nim- Słowa sprawiły, że przestałam się wściekać i spojrzałam na Szkarłatnego.
- I tak go tam nie znajdę- Powiedziałam, po czym odwróciłam się odchodząc w kierunku, w którym znajdowała się moja część miasta, którą miałam sprawdzić. Tak jak myślałam, nie było tam mojego przyjaciela. Właśnie wracałam, gdy usłyszałam kilka szumów oraz jęków. Zmarszczyłam brwi, nasłuchując przez chwilę, do moich uszu ponownie doszedł dźwięk ciała zderzającego się z czymś twardym i kolejny jęk. Z tego, co słyszałam było to w jednym zaułku stanowiącym krótką przerwę pomiędzy jednym blokiem a drugim.
Cicho, żeby nie przestraszyć ludzi bijących się między budynkami ludzi podeszłam trochę do nich, ale nie daleko, ponieważ w połowie drogi zatrzymałam się zdziwiona.
Zobaczyłam, że dziewczyna biła chłopaka. Nie byle jaka dziewczyna. Była wysoka, jeżeli się nie myliłam, miała koło metra dziewięćdziesięciu, postawą raczej przypominała faceta. Rękę miała chyba grubszą niż moje udo. Ubrana była w szary, poplamiony dres, a jasne włosy upięte miała na karku. Chłopak kulił się między śmietnikami, zasłaniając rękoma. Może to dlatego go od razu nie rozpoznałam, a może sprawiła to opuchnięta twarz, ale kiedy wreszcie się zorientowałam, nie mogłam się powstrzymać i w mgnieniu oka pojawiłam się tuż za dziewczyną, po czym odepchnęłam ją używając całej swojej siły sprawiając, że przeleciała blisko piętnaście metrów w tył, w końcu głośno uderzając o ziemię.
- Matt, Matt, nic ci nie jest?- Zapytałam, pochylając się do wciąż leżącego chłopaka, który w dalszym ciągu nie pojął, że już nie ma żadnego zagrożenia, bynajmniej nie ze mną. Po chwili jego ręce przestały się trząść, a jeszcze później odsunęły od twarzy. Spojrzał na mnie otępiony strachem i czymś innym, co mnie zaniepokoiło.
- Matt?- Wyciągnęłam swoją rękę przed jego twarz- Ile widzisz palców?
- Cztery?- Zapytał, marszcząc brwi i mrużąc oczy.
- Trzy, najwyraźniej masz jakiś wstrząs mózgu, czy coś w tym stylu- Skrzywiłam się, przypominając sobie, że kiedyś próbowano mnie namówić, żebym poszła na kurs pierwszej pomocy. Oczywiście, wtedy uważałam, że jest to wiedza niepotrzebna i nie poszłam- Szlag by to wszystko wzięło.
- Co?
- Nic, nic. Trzeba cię stad zabrać- Przypomniałam sobie o dziewczynie, którą odepchnęłam. Od razu usłyszałam świst pędzący prosto na mnie. Niestety, nie zdążyłam się uchylić i oberwałam prosto w głowę. Czarne plamy zaczęły latać mi przed oczami, tuż przed utratą przytomności.
Obudził mnie metaliczny zapach drażniący nos i gardło, które było suche jak drewno. Skrzywiłam się i jęknęłam, łapiąc za głowę, która bolała mnie, jakbym w nią oberwała. Po chwili przypomniałam sobie, że rzeczywiście tak się stało. Gdy tylko to sobie uświadomiłam, ból stał się większy, łupiąc w środku czaszki, jakby ktoś uderzał w nią, jak w bęben. Skuliłam się w kłębek, pojękując co chwilę, jednak zorientowałam się, że muszę coś jeszcze zrobić. Mgliście przypomniałam sobie, że nie mogłam tak leżeć, miałam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, na przykład zabicie człowieka, który mi to zrobił. Otworzyłam oczy i zaraz pożałowałam, że zrobiłam to tak szybko, ponieważ mimo tego, że leżałam na boku, wszystko kręciło się jak na karuzeli, aż zrobiło mi się niedobrze. Po kolejnych sekundach udało mi się przezwyciężyć mdłości, jak i otoczenie się uspokoiło.
Uświadomiłam sobie, że w dalszym ciągu leżę na bruku, tuż obok śmietnika. Skrzywiłam się i odsunęłam z obrzydzeniem, kiedy ponownie usłyszałam coś, co sprawiło, że w mojej głowie ponownie załupało. Powoli odwróciłam się w stronę, z której dochodził owy dźwięk. Zobaczyłam tam tą samą dziewczynę, która mnie uderzyła, razem ze swoim kolegą, którzy kopali Matta.
- Co wy dwoje robicie?- Zapytałam cicho ale wyraźnie, tak, żeby mnie usłyszeli. Dopiero teraz poczułam, jak po moim policzku spływa jakaś ciecz, chociaż nie byłam pewna tego, czym ona była. Nie mogło być nic aż tak złego, prawda?
Zimny płyn na mojej twarzy mówił coś innego. Mimo woli podniosłam rękę, żeby wytrzeć to, co ciekło. Nie chciałam, ale spojrzałam na ciemnoczerwoną plamę, która okazała się moją własną krwią. Na bladej skórze mojej dłoni wydawała się niemal czarna, jedynie zapach i przebłyski szkarłatu powiedziały mi, że to jest krew. Z mojego ciała, głowy.
Chłopak podskoczył jak oparzony przestając kopać nieruchomą postać leżącą pod nim w brudzie i spojrzał w moją stronę spłoszony, gotowy do ucieczki. Najwyraźniej jego koleżanka, która równie dobrze mogła być mężczyzną w dalszym ciągu znęcała się nad leżącym człowiekiem. Wiedziałam, że był to Matt, jednak w tej chwili wolałabym, gdyby była to inna osoba. Chłopak, który pomagał dziewczynie był wysoki  i nie powiem, miał mięśnie. Wyglądał, jakby przez cały czas chodził na siłownię, spędzając tam co najmniej połowę swojego dnia. Jego oczy wyglądały jak kocie, końcówki były lekko podniesione w górę wyglądając , jakby jego korzenie sięgały samych Chin, jednak skóra koloru kawy mówiła, że nie pochodzi stamtąd. Włosy miał raczej długie, zaplątane w malutkie warkoczyki z koralikami na samym końcu. Ubrany był w czarne dresowe spodnie oraz ciemnoszarą koszulkę, mocno przylegającą do ciała, ukazując większą ilość mięśni. Spojrzał na mnie czarnymi oczami, lekko pożółkłymi po bokach, po czym szturchnął koleżankę.
- Hej, Mirona.
- Czego?!- Sapnęła pomiędzy jednym kopnięciem, a drugim.
- Obudziła się- Mirona jakby na znak przestała zwracać uwagę na Matta i zwróciła ją na mnie.
- Proszę, proszę, a więc nasza śpiąca królewna się obudziła?- Roześmiała się razem ze swoim przyjacielem mięśniakiem.
- Gdybyś mnie nie uderzyła w głowę, nie straciłabym przytomności, ale tak, obudziłam się.
Spróbowałam wstać podtrzymując się jednego ze śmietników i ponownie spojrzałam w stronę niebezpieczeństwa. Byli bliżej, niż przed chwilą. Dziewczyna uśmiechała się paskudnie pokazując swoje braki w uzębieniu. Byłam niemalże pewna, że straciła je w skutek licznych bójek.
Czułam się dziwnie słaba, a moje mięśnie wydawały się być jak z waty i wiedziałam tylko jedno, że nie byłam gotowa do jakiejkolwiek walki, a sądząc po błysku w piwnych oczach Mirony, była bardziej niż gotowa do bójki. Mięśniak, który zawiadomił dziewczynę, że się obudziłam szedł tuż za nią patrząc się na mnie złowrogo.
- Uderzyłaś mnie- Powiedziała z wyrzutem- Ty, która ledwo wyrosłaś z pieluchy uderzyłaś mnie- Uderzyła się wielką pięścią w pierś. Skrzywiłam się, przypominając sobie, w jaki sposób ją uderzyłam.
- Odepchnęłam- Poprawiłam, obserwując Mironę i jej pomagiera, którzy zatrzymali się tuż przede mną, zostawiając niewielką przerwę między nami, dzięki czemu musiałam zadrzeć swoją głowę w górę. Och, nie mogło być już gorzej, pomyślałam zastanawiając się, jak do jasnej cholery mogę wyjść z tej sytuacji, nie pokazując więcej na ile mnie stać.
- Nie masz tyle siły- Parsknęła, lustrując mnie wzrokiem- Ty nie potrafiłabyś nawet podnieść Raya, a co dopiero odepchnąć mnie.
- Adrenalina może sprawić, że niemożliwe staje się możliwe- Spojrzałam na nią gniewnie- A ja nie pozwolę, żebyś krzywdziła mojego przyjaciela.
Mirona roześmiała się głośno, a mięśniak poszedł jej śladem, mimo, że nie widziałam na jego twarzy rozbawienia.
- Mówisz o tym robaku?- Odwróciła się do mnie plecami patrząc na Matta- Słyszałeś Robaczku?- Postać leżąca na ziemi zadrżała- Twoja przyjaciółka przyszła, żeby cię uratować, a sama oberwała i w dodatku pogorszyła sprawę. Jaka z niej przyjaciółka?- Zapytała z sarkazmem, po czym zwróciła się do mnie, a jej oczy były pełne nienawiści- Nie powinnaś mi przeszkadzać. Robaczek teraz dostanie za to karę.
- Nie.
- Ray- Warknęła Mirona. Mięśniak, cofnął się kilka kroków w tył, po czym odwrócił i kopnął z całej siły Matta, który wydał z siebie pełne bólu sapnięcie i skulił w pozycji embrionalnej. Łzy zakręciły się w moich oczach, a dłonie zacisnęły w ciasne pięści, aż zaczęły się trząść. Głośny śmiech zabrzmiał obok mnie, a ja patrząc się prosto w oczy Raya, widziałam, że lubił sprawiać ból Mattowi, ale czaił się tam również strach, zapewne przed Mironą. I słusznie, na jego miejscu też bym się jej bała. Ale dlaczego się jej nie boję? Spojrzałam w oczy dziewczyny i zrozumiałam, dlaczego. W jej piwnych oczach można było zobaczyć uczucia, których pozostałym istotom, jakie spotkałam brakowało. Nie było w nich tej samej bezwzględności i obojętności. Tych cech jej brakowało. A czego brakowało innym aniołom? Człowieczeństwa. W Mironie nie było też żądzy krwi i śmierci, co można było czasem wypatrzyć w innych istotach, chociażby u mnie. Ponieważ nie byłam już człowiekiem.
Uświadomienie sobie tego sprawiło, że coś we mnie pękło jak przebity balonik, wydawało mi się nawet, że usłyszałam ciche pęknięcie. Poczułam się, jakbym była w tym momencie kimś innym, jakbym była tylko obserwatorem we własnym ciele, a ktoś inny był we mnie i sterował mną. Zaczęłam śmiać się na głos, tak jakbym usłyszała dobry żart. Nie było mi do śmiechu, ale nie mogłam się opanować. Otwierając oczy zobaczyłam Mironę, która z pewnością naruszała moją przestrzeń osobistą i nie omieszkałam się jej o tym powiedzieć. Dziewczyna patrzyła na mnie zmieszana, nie wiedząc, co zrobić. Pewnie by mi za to nieźle przyłożyła, ale tego nie robiła. Mało tego, cofnęła się o krok w tył. Jej mięśniak widząc, że Mirona odeszła ode mnie o krok w tył również przestał kopać Matta i podszedł do niej, jakby dodając otuchy dziewczynie, która tylko potrząsnęła głową i znowu się zbliżyła, nie spoglądając w moje oczy. Jakby się czegoś bała. Mówiła o tym gęsia skórka, która pojawiła się na jej rękach, oraz kwaśny smród potu, perlącego się na jej twarzy. Mimo tego, że była wyższa ode mnie, przechyliłam się do niej i szepnęłam gdzieś w pobliżu ucha.
- Boisz się?- Złapałam ją szybko za rękę i zaczęłam zaciskać swój chwyt na jej nadgarstku. Zobaczyłam, że jej oczy rozszerzają się ze strachu i tracą ostrość, sprawiając, że zaczęły biegać po mojej twarzy, jakby szukając czegokolwiek, jakiegokolwiek potwierdzenia, że taka drobna osoba jak ja ma taką siłę, która groziła pęknięciem jej kości niczym zapałki, ale na mojej twarzy nie znalazła niczego, poza delikatnym uśmiechem i błyskiem w oczach. Czułam jej strach, który bardzo mi się podobał, zapach potu, który pojawił się wraz z licznymi kropelkami na jej twarzy, wyglądający jak malutkie diamenciki, stale powiększające się na skórze Mirony. Wiedziałam, że to, co robię było złe i nie powinnam tego robić, aczkolwiek coś we mnie nie pozwalało mi przestać, coś, co chciało rozerwać gardło dziewczynie i wypić jej szkarłatny płyn znajdujący się obecnie w jej niebieskich żyłach pulsujących teraz szybko. Zęby zaczęły mnie swędzieć, a szczęka mrowiła, chcąc się szeroko otworzyć i uderzyć w tętnicę mojej ofiary, bo tym właśnie była. Ta myśl podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody, sprawiając, że znowu czułam się normalnie, a dziwne uczucie oddaliło się jak fala powrotem do siebie. Przestraszona puściłam Mironę, która zaczęła się teraz trząść, jakby było jej strasznie zimno i pocierała obolałą dłoń, którą trzymałam. Ray podbiegł do niej pytając, czy wszystko z nią w porządku, ale ona nie odpowiadała, tylko patrzyła się na mnie jak zwierzę, które zdaje się nie wiedzieć, dlaczego akurat je krzywdzisz, nie widząc nic złego w tym, co zrobiło. Westchnęłam i zrobiłam krok w jej kierunku, ale ona zaczęła się jeszcze bardziej trząść, próbując wyrwać z ramion swojego kolegi.
- Mirona, Mirona- Ciągle wypowiadałam jej imię, nie zbliżając się więcej. W końcu spojrzała na mnie wzrokiem niewidomego, więc zwróciłam się w stronę mięśniaka- Ray- Chłopak spojrzał na mnie zagubiony- Lepiej ją stąd zabierz i nikomu nie mów o tym spotkaniu, chyba, że chcesz, żeby i ciebie spotkało to samo, co twoją koleżankę, rozumiesz?
- Tak- Mruknął niewyraźnie z przerażeniem wypisanym na twarzy, po czym postarał się podnieść wciąż dziwnie się zachowującą dziewczynę w górę, bo nie mógł jej wziąć na ręce, była na to zbyt duża. W międzyczasie starał się ją uspokoić, ale ta go nie słuchała, tylko w dalszym ciągu patrzyła się na mnie. Ponownie westchnęłam i odeszłam w stronę Matta. Wyglądał o wiele gorzej, niż wcześniej, był nieprzytomny, co znacznie ułatwiło mi robotę. Musiałam przecież sprawdzić, czy nie ma niczego złamanego, zanim go podniosę. Starannie zaczęłam obmacywać każdą jego kość, próbując wybadać, czy wszystko z nimi w porządku. Nie widziałam jego nóg poprzez spodnie, ale nie sądziłam, że mogło być coś z nimi źle. Zajęłam się wtedy rękoma. Jego prawy nadgarstek był cały opuchnięty i siny, dlatego stwierdziłam, że lepiej będzie z nim uważać. Użyłam koszulki Matta, z której wydarłam kilka pasków tkaniny i delikatnie przywiązałam do chłopaka, po czym wzięłam go na ręce, co nie było łatwe, ponieważ nigdy wcześniej nie nosiłam nikogo, kto jest wyższy i cięższy ode mnie, pomimo tego, że ciężar mi nie przeszkadzał, jedynie wielkość osoby. Zacisnęłam usta i zaczęłam iść w stronę umówionego miejsca, gdzie miałam się spotkać ze Szkarłatnym i Rafaelem. Nie wiedziałam, ile czasu minęło, odkąd byłam nieprzytomna, dlatego też szłam szybkim tempem, próbując się tam dostać jak najszybciej. Gdy dotarłam do celu zobaczyłam, że anioły opierają się o ścianę, rozmawiając o czymś cicho, ale kiedy usłyszeli, że się zbliżam przestali. Wydało mi się to dziwne, szczególnie, że twarz Sabidima wyrażała złość i upór, a Rafaela pustkę. Oczy obojga studiowały najpierw poturbowaną postać w moich ramionach, a później przechodziły na mnie.
- Co się stało?- Zapytał Szkarłatny, zjawiając się obok mojego boku.
- Komplikacje- Odparłam- Pomożesz?- Spojrzałam na Matta, który wciąż leżał w moich ramionach nieprzytomny. Brat Romana zgodził się- Tylko uważaj na prawą rękę, chyba jest złamana.
W chwili, gdy Sabidim trzymał mojego przyjaciela zostałam pociągnięta za rękę w tył. Rafael przyglądał się mojej twarzy uważnie, po czym spojrzał na zaschnięty już ślad krwi na moim policzku.
- Jesteś ranna- Powiedział, po czym jego oczy przeniosły się na moje- I w szoku- Zmarszczył brwi i podniósł rękę, żeby dotknąć zranienia, ale nie pozwoliłam mu na to odsuwając się.
- Wszystko ze mną w porządku, naprawdę- Zapewniłam, po czym spojrzałam w stronę oddalającego się już Szkarłatnego- Później porozmawiamy, teraz musimy iść z Sabidimem.
Zielonooki nic nie powiedział, tylko poszedł za mną.
Poszliśmy do szarej kamienicy, na trzecie i ostatnie piętro do jednego z mieszkań, gdzie znajdowała się kanapa, mały telewizorek i stary stolik do kawy, w kuchni był zlew, blat i mała lodówka. W pokoju znajdowała się jeszcze para drzwi, jedna pewnie do toalety, a druga do sypialni. To właśnie tam został zaniesiony Matt.
Szybko poszłam, aby być z nim, ponieważ nie wyglądał dobrze, a czułam się w jakiś sposób odpowiedzialna za jego zdrowie. To była moja wina, że zaczął kolegować się z nie tymi osobami, co powinien. Przecież gdyby nie ja, bylibyśmy w dalszym ciągu razem, wraz z Emily i Gregiem. A jego mała siostrzyczka w dalszym ciągu cieszyłaby się życiem. Sabidim zajął się Mattem jak prawdziwy lekarz, sprawdzając każdą ranę, rozcięcie oraz rękę. Ja byłam czymś w rodzaju pomocnika, wykonywałam każdy rozkaz Szkarłatnego, co chwilę coś przynosząc z apteczki pierwszej pomocy, lub zmywając delikatnie zakrzepłą już krew z nieprzytomnego. Na szczęście, ręka nie była złamana, ale poważnie zwichnięta. Pacjent był również nieźle potłuczony oraz odwodniony, z ulgą stwierdziłam, że nie było to nic poważnego. Anioł kazał mi po przebudzeniu mojego przyjaciela dawać mu dużo wody i kazać odpoczywać. Pod koniec ze zdziwieniem zauważyłam, że nie dokuczało mi pragnienie, co powiedziałam Sabidimowi, który spojrzał na mnie ze zdziwieniem, po czym jego wzrok skierował się w stronę mojego policzka, który w dalszym ciągu umazany był moją krwią i po kilku minutach badań oznajmił, że jestem w szoku. Kazał mi zostać w pokoju i wyszedł ze zmarszczonymi brwiami, pewnie żeby porozmawiać z Rafaelem. Nie słyszałam ich rozmowy, tylko nieuchwytne dla uszu szepty, co było dziwne, ponieważ powinnam przecież słyszeć, o czym rozmawiają. Ale możliwe też było, że potrafili rozmawiać tak cicho, w końcu musieli się jakoś tego nauczyć, ponieważ z tego, co wiedziałam żyli dość długo. Nie znaczyło to, że mi się spodobało, z racji, że byłam bardzo ciekawska, miałam ogromną ochotę wstać, podejść do drzwi i przyłożyć ucho, żeby lepiej usłyszeć. Już wstawałam z takim zamiarem, po czym przypomniałam sobie, że szepty nie pochodzą od ludzi i z pewnością mnie usłyszą.
Westchnęłam i powrotem opadłam na drewniany stołek przyniesiony z kuchni i spojrzałam na Matta. Gdzie niegdzie można było dojrzeć biel bandaży kontrastującą z purpurą siniaków, niektóre miały nawet po kilka kolorów naraz, jego nadgarstek unieruchomiony spoczywał na łóżku leżąc prostopadle do tułowia. Policzek chłopaka był czerwony i opuchnięty, jego warga rozcięta, a włosy potargane i brudne. Westchnęłam rozżalona patrząc na wychudzone ciało przyjaciela. Coś ty ze sobą zrobił?
Po chwili usłyszałam zbliżające się do pokoju kroki.
- Musimy porozmawiać- Powiedział Rafael otwierając drzwi.
- Możemy rozmawiać tutaj- Nawet nie spojrzałam w stronę anioła trzymając wzrok na osobie leżącej na łóżku.
- Nie sądzę- Usłyszałam w odpowiedzi- Przy nim nie potrafisz się skupić i byłoby lepiej, gdybyśmy przeszli do pokoju obok- Zaproponował, zmieniając taktykę.
- Możemy rozmawiać tutaj- Powtórzyłam, nie rozumiejąc, dlaczego Rafael aż tak chce rozmawiać- Z resztą, czy to nie może poczekać? Muszę pilnować Matta.
- Możesz równie dobrze pilnować go z drugiego pokoju. A teraz chodź, albo sam cię tam zaprowadzę.
W dalszym ciągu się nie ruszałam, ledwo słuchając anioła, obserwując, jak klatka piersiowa przyjaciela unosi się, po czym opada. Jak w transie. Dlatego też nie usłyszałam kroków zbliżających się do mnie. Poczułam mocny uścisk na lewej ręce, gdzie Anioł Ciemności mnie złapał i pociągnął w górę.
- Ostrzegałem- Powiedział tylko, kiedy usłyszał mój protest. Chwilę później stałam już za zamkniętymi drzwiami do sypialni.
- Czego chcesz?- Warknęłam, jakby budząc się ze snu. Rafael przyglądał się mi krzyżując ręce i opierając się wygodnie o zamknięte drzwi. Jak na złość teraz był cicho, kiedy byłam ciekawa, o czym chciał rozmawiać- Nie mamy całej nocy- Przypomniałam, zbliżając się do kanapy i siadając tak, że kątem oka widziałam chłopaka.
- Co się tam stało?- Złość zaczęła się formować we mnie, robiąc coraz większa i większa.
- Nic.
- Gin…
Odwróciłam się w stronę anioła.
- A co mam ci powiedzieć?! Że zastałam Matta w brudnej uliczce, w której jakaś dziewczyna go biła? Że sama dałam się uderzyć? A więc tak, całkiem zawaliłam, nie dość, że zawiodłam Matta, to i jeszcze nie uważałam. To chciałeś wiedzieć?- Obserwowałam teraz każdy ruch i gest Rafaela, jakby był zagrożeniem- Tak, zrobiłam to i tylko pogorszyłam sprawę- Pokręciłam głową przypominając sobie, jak przestraszyłam Mironę- I tak źle zrobiłam.
Zaczęłam szarpać się za włosy. Zawsze tak robiłam, gdy byłam zdenerwowana lub nie wiedziałam, co robić. W tym przypadku z obu powodów.
- Ja na twoim miejscu zostawiłbym to w spokoju- Usłyszałam tylko. Powoli, niemal leniwie podniosłam się z kanapy.
- Czy ty sugerujesz, że powinnam zostawić swoich przyjaciół w potrzebie?- Zapytałam cicho, czując pustkę, czego nie potrafiłam nawet opisać. Była to dziwna mieszanina, poczynając od obojętności, a kończąc na fali zimnej wściekłości. Czułam, że mogłam w tym momencie zrobić wszystko i nikt nie byłby w stanie mnie powstrzymać. Anioł Ciemności nie odpowiedział.
- No, Rafaelu. Czy tak właśnie myślisz?- Powoli odwróciłam się w jego stronę. Pomiędzy nami stała kanapa zrobiona z ciemnego tworzywa z kilkoma kremowymi poduchami. Nie była jednak wysoka, zauważyłam, że gdybym tylko chciała, mogłabym przeskoczyć przez mebel jednym susem. Wtedy nic by mi nie zawadzało w dotarciu do Rafaela, który był na tyle inteligentny, żeby nie odpowiadać.
- Tak- A jednak myliłam się.
Nie wiedząc, kiedy pokonałam dzielące nas przeszkody i stanęłam niedaleko chłopaka.
- Powiedz mi, czy ty kiedykolwiek próbowałeś kogoś chronić?
Spojrzenie zielonookiego nic nie wyrażało.
- Nie- Zmrużyłam oczy.
- A więc nie wiesz, czym jest ta odpowiedzialność. Oni na mnie liczą i ja ich nie zostawię na lodzie.
- Przecież już ich zostawiłaś- Argumentował, a ja pokręciłam głową.
- Jak myślisz, jaka przydałabym się im bardziej? Tuż po przemianie, kiedy nie miałam nad sobą żadnej kontroli, czy teraz, kiedy już coś umiem? Może i to moja wina, że pozwoliłam się im tak rozejść, ale zamierzam to naprawić.
Złapałam się kciukiem i palcem wskazującym u podstawy nosa, gdzie zaczęło mnie boleć i pocierałam. Może dlatego nie zobaczyłam, że ręka Rafaela wędruje do mojej skroni. Przestraszona odskoczyłam od niego, jakby przyłożył mi do skóry rozżarzony metal przy okazji uderzając w siedzenia i upadając. Próbując ukryć zakłopotanie zmarszczyłam brwi.
- Nie dotykaj.
Moja dłoń powędrowała w miejsce, gdzie zostałam dotknięta znajdując tam guza i ranę. Obserwowałam swoją rękę i czerwień tkwiącą na niej. Ale dlaczego jej nie czułam? Przecież za każdym razem, kiedy ktoś się zranił, czułam ten miedziany zapach, a teraz nic. Powąchałam umazany palec i dalej nic. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że anioł przyglądał mi się obojętnie z ciekawością tkwiącą w jego oczach.
- Czy czujesz krew?- Zapytałam. Chłopak zmarszczył brwi.
- Dlaczego pytasz?
- Powiedz mi, czy czujesz tutaj krew?- Naciskałam.
- Tak.
Przeklęłam niewesoło. Coś się stało z moim nosem. Dlaczego nie mogłam tego poczuć? Czy jest możliwe, że straciłam węch? Musiałam wyjść z mieszkania. Podbiegłam do drzwi, które szybko otworzyłam i znalazłam się na dole, skąd wybiegłam na dwór ciężko oddychając, gdzie oparłam się o ścianę i próbowałam uspokoić.
Kiedy byłam już w miarę spokojna, zaczęłam oddychać nosem, skupiając się tylko na tym. Od razu poczułam zapach potu utrzymującego się jeszcze z dnia, gdzieś w pobliżu był też śmietnik. Przelała się prze ze mnie fala ulgi, aż nie potrafiłam ustać i usiadłam na betonie ciągle wciągając powietrze nosem. Teraz czułam więcej, niż wcześniej, na przykład tą świeżość przepełnioną wilgocią, jaką można poczuć tylko w nocy albo wczesnym rankiem. Wszystko zaczęło mnie przytłaczać, nie mogłam oddychać, ponieważ było tu za dużo zapachów naraz.
Wnet ktoś zaczął mnie klepać po plecach.
- Oddychaj ustami!- Niewiadomo, dlaczego posłuchałam się i otworzyłam usta biorąc ogromny haust czystego powietrza. Oddychałam, jakbym przez jakiś czas nie miała dojścia do świeżego powietrza. Zbyt słaba, by zrobić cokolwiek zostałam podniesiona przez silne ręce i zaniesiona powrotem do mieszkania. Przez chwilę nawet otworzyłam oczy i zobaczyłam, że był to Rafael, po czym zmęczona odpłynęłam.
Obudziłam się leżąc na kanapie, chwila minęła, zanim przypomniałam sobie o tym, dlaczego. Szybko usiadłam i rozejrzałam się po pokoju, po czym powoli wstałam i malutkimi kroczkami, ponieważ nie chciałam się przewrócić, a zdawało mi się, że w kolanach mam watę, więc postanowiłam nie ryzykować. Dokuczał mi również lekki ból w skroniach, który z ledwością udało mi się zignorować tuż przed wejściem do pokoju, gdzie powinien być Matt. Otworzyłam drzwi z jasnego drewna a tam zobaczyłam nieszczęśliwego chłopaka leżącego w łóżku.
- Obudziłeś się już- Mój głos był ochrypły, ponieważ przez dłuższy czas go nie używałam. Brunet spojrzał na mnie zły.
- Ta, ale nie mogę wstać- Poskarżył się nadąsany. Uniosłam brwi rozbawiona.
- Dlaczego?- Chłopak wskazał głową na ścianę, pod którą siedział Rafael na stołku, na którym siedziałam wcześniej.
- Nie pozwala mi wstać już od dłuższego czasu- Spojrzał na mnie z nadzieją- Mogę wstać?
Zagryzłam wargę i spojrzałam w stronę anioła, który wzruszył ramionami.
- Nie chciał się napić wody.
- Matt?- Na jego twarzy ukazało się zakłopotanie.
- No… Nie chciało mi się pić- Spojrzał z niepokojem w stronę Rafaela. Widziałam, ze chłopak czuje przed nim strach. Westchnęłam.
- Musisz teraz dużo pić. Bardzo dużo- Dodałam po chwili- A później możesz wstać. Jeżeli będziesz w stanie.
- A później porozmawiamy- Oznajmił zielonooki.






Trochę długo nie pisałam, ale jak mówiłam, rozdział jest trochę dłuższy. 

Troszeczkę. :)
Tak właśnie jest, kiedy jest się na wsi bez internetu i nie ma się co robić... 
Teraz też jestem na wakacjach, spotykam się z przyjaciółmi, itp, dlatego nie mam zbytnio czasu, żeby pisać.
Dlatego jest taki długi.
Już planuję pisać kolejny, ale nie wiem, jak z tym będzie. 
Ale też postaram się, żeby było dłuższe, chociaż nic nie obiecuję. 
Pozdrawiam czytelników i życzę dobrych wakacji, pomimo tego, że już się kończą :D

34 komentarze:

  1. Ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! Ten rozdział strasznie mi się podoba!
    Ta bójka z tą dziewczyną z śmiesznym imieniem, to jak ją przestraszyła było... nieziemskie.
    Matt, Matt, ale sie chłopak wpakował. Żal mi gościa.
    Ale najbardziej interesuje mnie to, że nie czuje krwi. I nie odczuwa pragnienia. Niby jest w szoku, czy czymś takim, ale to dziwne. Intrygujące.
    Heh, zepsuła skrzydła, zepsuła nos, jeszcze połamie sobie zęby i ogłuchnie i nie będzie aniołkiem :D
    Pozdrawiam Cię cieplusieńko.
    Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mirona nie jest śmiesznym imieniem. No dobrze, nie aż tak śmiesznym jak, np. Dick. :D
      Tak, wygląda na to, że nasza Gin wszystko psuje. Dosłownie. ;) Mnie również, chyba muszę częściej jeździć do babci :)
      Ciebie również pozdrawiam, Reia

      Usuń
  2. Zgadzam się z osobą wyżej:D
    Myślę, że uratują wszystkich z kłopotów:P
    Życzę dużo weny;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tego jeszcze nie wiadomo, prawda? ;) Dziękuję, z pewnością się przyda :D

      Usuń
  3. Anonimowy13:11

    Świetny rozdzialik nie moge sie doczekać kolejnego :)

    Życzę weny :

    Pozdrawiam cieplutko

    Clary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, postaram się coś wyskrobać :D
      Też pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Mi również ten dział się strasznie podoba!!
    Bójka z Mironą - ach świetna akcja.
    A potem ta sytuacja z Gin i Rafaelem - co się jej w ogóle stało?
    Mam nadzieję, że Matt wróci do zdrowia.
    Rafael jak zawsze silny i powiem szczerze, że coraz bardziej mi imponuje. Ach jakby chciała by był z naszą GIn :>

    Pozdrawiam, życzę weny.
    http://whatisthepaincanfriendcandeath.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem mogłam ją jeszcze trochę zabarwić, ale wyszło jak wyszło, z resztą nie jest aż tak źle :D
      Została uderzona w głowę, ale to już wiesz. :P Okaże się w następnych rozdziałach, pewnie wróci. No, a co można powiedzieć o Rafaelu? Powiem, że pod koniec zobaczysz go w trochę innym świetle, niż na samym początku. ;)

      Usuń
  5. Wspaniale, ach, doprawdy. :)
    Ta bójka wszyła bardzo realistycznie i została ciekawie ukazana, co jest dużym plusem. xD

    Ogólnie to trochę się w tym rozdziale działo. Zwłaszcza ta sytuacja między Gin i Rafaelem... Gin chyba zaczyna odwalać... xD
    Nie no, zobaczymy jak to wyjdzie.
    Mam tylko nadzieję, że Matt dojdzie do zdrowia.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało. :D Pewnie tak, może potrzebuje kolejnego uderzenia w głowę, żeby jej wróciło? A może to tylko chwilowe? Ale masz rację, zobaczymy jak to wyjdzie ;)

      Usuń
  6. Anonimowy19:49

    Rany*.*
    To opowiadanie jest niesamowite!
    I z pewnością nadałoby się na książkę.
    Wydaję mi się, że Rafael i Gin będą ze sobą co by było świetne.
    Ciekawy rozdział, czekam na następny.
    Życzę weny i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale myślę, że za dużo jest roboty z pisaniem książki. Szkoda kasy :D Z resztą, gdybym chciała wydać własną książkę, tekst nie mógłby pojawić się na żadnych stronach, ani nic. A to już się pojawiło. Dziękuję i też pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Jeju! to jest genialne!
    Serio czekałam na ten rozdział już tak długo i z taką niecierpliwością, że masakra. NO ale już jest i powiem, że warto było czekać.
    Miłych wakacji ! ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i nawzajem :)
      Wiem, ale czasami trudno jest zebrać się i zacząć pisać, szczególnie, kiedy prawie cały czas spotyka się z przyjaciółmi, z którymi nie widziało się dwa lata. Ale ogarnęłam się, kiedy pojechałam w odwiedzinach do rodziny. :D

      Usuń
  8. Ja chcę następny rozdział ! ;D Ten blog jest cudny *.* I mam cichą nadzieję że między Gin a Rafael'em coś będzie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za niedługo powinien się pojawić, tylko będzie troszeczkę krótszy, niż to cudo :D Ale trzeba się cieszyć tym, co się ma, prawda? ;)

      Usuń
  9. Hej!
    Coś mi się wydaje, że Gin jest czymś więcej niż tylko czarnym aniołem. A Rafael też chyba też niejedno chowa w zanadrzu.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Rafaela, zgadzam się, ma w sobie trochę niespodzianek, którymi jeszcze może zadziwić, ale jak na razie ich nie ujawnia. :D Również pozdrawiam i dziękuję ;)

      Usuń
  10. Anonimowy14:34

    fajny blog Xd wiedz że czytam cały ale nie komętuje bo zapominam... ;] czekam na kolejną część!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to z pewnością nie jest takie trudne, ale cieszę się, że Ci się podoba. :D

      Usuń
  11. Anonimowy07:32

    Świetny blog. ;)
    Zapraszam do mnie. ;)
    dlugowiecznawojowniczka.blogujaca.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, jeżeli znajdę tylko czas to wpadnę! :D

      Usuń
  12. Hej ! Komentarz troszkę spóźniony, ale jest :D.
    Rozdział niezmiernie mnie wciągnął no i jest dłuższy od poprzedniego i co najważniejsze... Niesamowity ! Coś dziwnego dzieje się z Gin... ale mam nadzieję, że to nic złego :D. Pozdrawiam i czekam na następny :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale ja i tak bardzo się cieszę, że jest. :D
      Na pewno nie będzie to nic złego. Tak jak ze skrzydłami, wyliże się ;) Również pozdrawiam :)

      Usuń
  13. Anonimowy20:59

    Hej, hej, droga autorko,
    to znów ja ;] przeczytałam, przeczytałam wszystko... i chce więcej.... Gin wciąż próbuje ucieczki, ale Rafael ją odnajduje, choć mi żal Marcusa, który wciąż dostaje kary za to, ze nie upilnował Gin.... zastanawia mnie dlaczego ten sztylet Sebidana zareagował na Gin, czyżby to ona była tym trzecim stróżem.... cóż chciała chronić przyjaciół, ale nic z tego nie wyszło.... Romano zwerbował do siebie Gregora, no i w zasadzie Emili....
    Dużo, dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam :D W takim razie jestem bardzo szczęśliwa, że aż tak Ci się podoba. :D Masz rację, biedny Marcus, Ciekawe tylko, ile razy jeszcze mu się oberwie za Gin? ;D W sumie racja, w dodatku jej przyjaciel zaczął brać używki i się tak jakby załamał.
      Dziękuję i też pozdrawiam :)

      Usuń
  14. Anonimowy19:14

    Rafael i Gin mają się ku sobie! Przynajmniej tak coś czuję, genialne opowiadanie ;) Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, również pozdrawiam :)

      Usuń
  15. Anonimowy21:33

    Kiedy następny rozdział ? *.* każdego dnia sprawdzam czy dodałaś nowy rozdział . Piszesz super i oby tak dalej .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, staram się coś wyjąć z tej głowy, ale jak na razie tkwi w niej kompletna pustka. :( Muszę znaleźć sobie jakąś motywację, bo inaczej będzie kiepsko :) Dzięki :D

      Usuń
  16. Super! Kiedy kolejny rozdział?
    W między czasie zapraszam też do mnie, rusza piąty sezon a odcinki w każdy piątek! :D
    nowe-zycie-niny.blogspot.com
    ask.fm/anotherinna

    OdpowiedzUsuń
  17. Och super! kiedy kolejny rozdział? Na prawdę nie mogę się doczekać co będzie dalej :)
    Zapraszam do mnie http://dreams-become-a-reality.blogspot.com/
    proszę o komentarz z twoją opinią, z góry dziękuję

    OdpowiedzUsuń