8 września 2013

XXXV






Gdy upewniłam się już, że Matt wypił wystarczającą ilość wody, pozwoliłam mu wstać. Bardzo powoli i ostrożnie postawił stopy na wypłowiałym dywanie i spróbował się podnieść, ale obolałe mięśnie nóg nie pozwoliły mu na to. Cicho obserwowałam, jak się krzywi i sapie z bólu.
- Pomóc ci?- Chłopak spojrzał na mnie, jakbym była chora umysłowo.
- Nie- Warknął- Sam sobie poradzę.
Normalnie bym się zdenerwowała na przyjaciela, ponieważ znowu próbuje się zachować jak twardziel, który nie potrzebuje pomocy od nikogo ani niczego, jednak tym razem czułam się nieco otępiona. Nie mogłam powiedzieć, że nie ruszały mnie jego próby. Po prostu nie umiałam wskrzesić w sobie wystarczająco uczuć. W pewnym sensie to, co czułam nie wydawało się wystarczające, niezadowalające.
Przed oczami znowu stanęła mi przerażona twarz Mirony, która uświadomiła mi, jakim jestem potworem. Wiedziałam, że tamta chwila zmieniła coś we mnie, coś, z czego już nie mogę się wycofać choćbym tego chciała.
W czasie, gdy ja rozmyślałam o sobie, Matt zdołał jakoś wstać, chociaż jego nogi trzęsły się jak źrebakowi, co sprawiło, że zrobiłam krok w jego stronę, żeby w razie czego móc go złapać, ponieważ nawet teraz nie chciał przyjąć pomocy ode mnie, a co dopiero od Rafaela, gdyby ten chciał mu pomóc, ale nie. Zielonooki anioł w dalszym ciągu siedział wygodnie w krześle obserwując nas z leniwą ciekawością. Z resztą i tak nie pozwoliłabym mu się zbliżyć do Matta; od samego początku dziwnie na niego spoglądał, a nie chciałam już bardziej ryzykować, że wciągnę kolejnego przyjaciela w swoje bagno, bo właśnie tam byłam i jak na razie nie zbierało się na to, że kiedykolwiek z niego wyjdę.
Zaproponowałam na początek, żeby przejść do pokoju gościnnego, a reszta zgodziła się. Anioł Ciemności podniósł się z gracją, jakiej większości ludzi brakuje i poszedł, aby zająć miejsce na kanapie.
Westchnęłam i obserwowałam swojego przyjaciela.
- Wiesz, że jeżeli zgodzisz się na moją pomoc dojdziesz tam szybciej i będziesz mógł usiąść?
- Tak- Odpowiedział tylko, szurając powoli stopami po podłodze. Stwierdziłam, że nie ma sensu dalej ciągnąć tego tematu, więc przeszłam na inny.
- Musisz mi podać numer telefonu Martina. Powinien za niedługo przyjechać i będzie się bardzo martwił o ciebie- Zobaczyłam, że uparta mina chłopaka nieco zrzedła.
- Matt, wiesz jaki on jest- Ciągnęłam- Nie odpuści, dopóki cię nie znajdzie. Nie lepiej będzie zaoszczędzić mu chociaż trochę czasu?
- Okej, podam ci. Ale później- Burknął, a ja stłumiłam uśmiech, który cisnął mi się na usta.
- Dzięki- Nie udało mi się jednak pozbyć zadowolenia, którym brzmiał mój głos. Brunet tylko dziwnie na mnie spojrzał, po czym kontynuował swoją wycieczkę do sąsiedniego pokoju, w którym ostrożnie usiadł na kanapie tuż obok Rafaela, oczywiście nie bez skrywanego strachu, który był wyczuwalny w powietrzu. Widząc, że nie było już więcej miejsca, żeby usiąść stanęłam pod ścianą opierając się o nią i spojrzałam w stronę Rafaela.
- O czym chciałeś rozmawiać?- Zapytałam obojętnie. W sumie, nie obchodziło mnie to, co chciał powiedzieć.
- Na początek chciałem zapytać  ciebie Matthiew, czym zasłużyłeś sobie, że aż tak oberwałeś.
Spojrzałam na przyjaciela, który wydawał się coraz bardziej ponury.
- Nie jestem mile widziany w tamtej okolicy- Powiedział cicho nie patrząc nikomu w twarz. Uniosłam brew chcąc prychnąć, ale powstrzymał mnie wzrok Rafaela.
- Więc po co tam poszedłeś?
-  Bo…- Zawahał się spoglądając na mnie nerwowo- To nie jest twoja sprawa- Na jego twarzy pojawiła się pewnego rodzaju twardość, której jeszcze nigdy u niego nie widziałam. Jakby sobie coś teraz mocno postanowił.
- Matt…
- Nie- Przerwał mi- Pewnych rzeczy nie chcę mówić i nie zamierzam tego robić- Spojrzał w stronę Anioła Ciemności wymieniając się pełnymi zrozumienia spojrzeniami.
Moment, od kiedy Matt zaczął tak kolegować się z Rafaelem?
- Czyżby coś mnie ominęło?- Zapytałam lekko zirytowana, niewiadomo z jakiego powodu. Anioł tylko na mnie spojrzał tymi swoimi zielonymi oczami, a jego twarz nic mi nie mówiła. W przeciwieństwie do chłopaka, który siedział obok. Mogłam zobaczyć, że coś przede mną ukrywa i nie chce powiedzieć. Westchnęłam ciężko, zastanawiając się, jak ja z nimi wytrzymam.
- No dobra, nie chcesz to nie mów, ale dobrze wiesz, że to, czego ja się nie dowiem będzie wiedział Martin- Ostrzegłam. Brat Matta zawsze wiedział, kiedy ten czegoś mu nie mówił i zawsze dowiadywał się, co się działo. Być może to przez to, że Martin był strasznie ciekawski, poza tym on znał bardziej osobę, która siedziała przede mną. Mnie natomiast wydawało się, że nie wiem praktycznie nic o nim. Pokręciłam głową, zastanawiając się czy to wrażenie odniosłam będąc tylko z Mattem. Jednak, nie ważne czy tego chcę czy nie, muszę pomóc reszcie, ponieważ n chciałam ich wciągać w to wszystko. Ten świat może ich zniszczyć, przeszło mi przez głowę. Spojrzałam w stronę sofy, gdzie zostałam przywitana dwiema parami oczu wpatrujących się we mnie z wyczekiwaniem.
- Co?
- Nie słuchasz- Usłyszałam w odpowiedzi. Zmarszczyłam brwi próbując nie powiedzieć czegoś niemiłego.
- Już słucham- Zapewniłam szybko skupiając swoją uwagę na tym, co Rafael mówił.
- Jak już mówiłem- Tu spojrzał na mnie porozumiewawczo, a ja się skrzywiłam- Wyślemy Matthiew oraz jego brata gdzieś indziej, gdzie nie spotkają Romana, o ile nie będą zwracać na siebie zbytecznej uwagi. Wytłumaczyłem również naszemu przyjacielowi jak bardzo niebezpieczny jest Romano i że nie wolno jemu lub jego bratu kontaktować się z kimkolwiek, poza rodziną, oczywiście. Chociaż wolałbym, żeby tego nie robili, jak i nie chodzili i nie umawiali się z przyjaciółmi, szczególnie z Emily Rosses. Pytałem ciebie, Gin- Powiedział podkreślając moje imię- Czy pasuje ci taki plan. A więc jak?
- Lepiej bym tego nie wymyśliła- Odparłam po krótkim namyśle.
- Doskonale- Rafael klasnął w dłonie i wstał- Jutro mój przyjaciel odwiezie was w bezpieczne miejsce- Poinformował Matta, który tylko skinął z powagą głową.
- Chwila, zaczekaj. W jakie miejsce chcesz ich odwieźć?!- Zapytałam zaniepokojona. Tego nie omówiliśmy. Lub raczej Rafael nie pytał o to.
- Do mojej rezydencji, oczywiście.
- Na pewno Romano nie wie, gdzie mieszkasz?
- Nie.
Zacisnęłam usta; wolałabym, gdyby Matt i Martin pojechali w jakieś bezpieczniejsze miejsce od domu Rafaela. Wcale mnie się to nie podobało. Spojrzałam na swojego przyjaciela pytając go wzrokiem, na co on odpowiedział kiwając głową. A więc chciał tam pojechać.
- Dobra- Mruknęłam niezadowolona- Niech ci będzie.
- Teraz tylko musimy pojechać po brata Matthiew- Zmarszczyłam brwi.
- My?
- Tak, my.
- A co z Mattem?- Widać było, że chłopak nie zajdzie daleko.
-  Zaraz powinien przyjść Marcus, on zajmie się twoim przyjacielem.
- Niepotrzebnie. Idę po Martina sama- Nie dawałam za wygraną.
- Nie, nie idziesz. Zawsze, jak zostajesz sama, masz kłopoty. Czy mam zacząć wymieniać wszystko, co sobie zrobiłaś ostatniej nocy? Albo kiedy uciekłaś Sabidimowi?
- To niczego nie zmienia- Prychnęłam zdenerwowana- Nic mi się nie stanie, będę ostrożna.
-Nawet, jeżeli będziesz i tak możesz się w coś wpakować. Ktoś może cię zobaczyć…
- Rozmawialiśmy już o tym, prawda? To nie jest ważne. Jedyne, co wtedy stracimy to punkt zaskoczenia i już. Wiem, że jest to ważne, ale ważniejsze jest to, żeby Martin dotarł tutaj bez problemu. Ze mną, bo ty ani nikt inny nie idzie ze mną, jasne?
- Jak mówiłaś, punkt zaskoczenia jest bardzo ważny, może sprawić, że nasze szanse na wygraną będą o wiele większe niżeli bez niego. Jest możliwe, że bez tego przegramy. A wtedy nie zdołasz nikogo uratować, nawet siebie, ponieważ twoje szczątki będą pożerane przez owady. Dlatego, jak mówiłem idę z tobą i koniec dyskusji. Marcus powinien tu być za chwilę…- Przerwał na chwilę, a w pokoju nastała cisza, dzięki której mogłam usłyszeć jak ktoś cicho wchodzi do mieszkania- O, już jest- Spojrzał w moją stronę obrzucając mnie wzrokiem- Idź się przygotować, a ja porozmawiam jeszcze z Marcusem.
W dalszym ciągu stałam na swoim miejscu wpatrując się w Rafaela zszokowana, podobnie jak Matt. Gdy tylko Anioł Ciemności zorientował się, że dopóki nie wyjdzie my będziemy się na niego patrzyć postanowił przenieść się do kuchni, której nie było stąd widać. Spojrzałam w stronę mojego przyjaciela.
- Łoł- Powiedział tylko- Chyba nie masz już nic do mówienia, prawda?- Zapytał, ciesząc się ze zwycięstwa Rafaela. Zacisnęłam usta.
- Nie, nie za bardzo.
Poszłam do pokoju obok, gdzie się szybko przebrałam z pogniecionych ubrań w nowe i uczesałam skołtunione włosy, które związałam wysoko na czubku głowy. Ubrana byłam w białą koszulkę z jakimś nadrukiem oraz jeansowe spodnie. Plecak, z którego wyjęłam wszystko, schowałam pod łóżko, żeby nikt go nie zauważył. Nie chciałam, żeby ktoś znowu mi go ukradł.
Kiedy byłam już mniej więcej gotowa wyszłam z pokoju i zobaczyłam Marcusa, który wpatrywał się we mnie rozzłoszczony.
- Gin, jeszcze raz mi uciekniesz, a nie ręczę za siebie- Uśmiechnęłam się szeroko.
- Mogłeś mnie złapać- Przypomniałam blondynowi, którego twarz gwałtownie poczerwieniała.
- Nawet mi nie przypominaj- Burknął- Idź już, bo cię sam stąd wykopię- Warknął.
- Dobrze preclu- Marcus gwałtownie podniósł głowę piorunując mnie wzrokiem.
- Nie mów tak do mnie!
- Nie moja wina, że potrafisz zwinąć się gorzej niż precel- Mruknęłam, po czym spojrzałam ponuro w stronę Rafaela, który wydawał się rozbawiony sytuacją, podobnie jak Matt, który uśmiechał się promiennie zza kanapy- Idziesz?
- Oczywiście, że tak.
Poszliśmy do pobliskiej budki telefonicznej, skąd zadzwoniłam do Martina, z którym umówiłam się w spokojniejszej stronie miasta. Później wraz z Rafaelem, który odkąd wyszliśmy z mieszkania nie odezwał się słowem, złapaliśmy taksówkę do wybranego miejsca, gdzie musieliśmy poczekać na brata Matta. W końcu, niedługo potem usłyszałam, że ktoś woła moje imię. Spojrzałam w stronę, z której dochodził głos i ujrzałam wysokiego, wysportowanego chłopaka z ciemnymi włosami i czekoladowymi oczami z szerokim uśmiechem na ustach.
- Martin?- Zapytałam obserwując, jak podchodzi- To naprawdę ty?
- We własnej osobie- Odparł rozkładając ręce. Roześmiałam się i podbiegłam wesoło rzucając się w jego ramiona.
- Nie poznałam ciebie! Ile my się nie widzieliśmy, dwa miesiące? Jak do jasnej cholery tak się zmieniłeś, przecież to jest nie możliwe!
- Dużo jadłem. I ćwiczyłem- Pochwalił się zadowolony- A teraz powiedz mi, co znów narobił Matt?- Jego rozbawienie szybko przeszło w zmartwienie, teraz mogłam też zobaczyć cienie, które miał pod oczami, jakby nie przespał ostatniej nocy.
- Opowiem ci w drodze do twojego domu, mam nadzieję, że się nie rozpakowałeś?
- Nie, a dlaczego?- Zapytał podejrzliwie.
- Bo musisz zabrać stąd swojego brata, przy okazji ty też musisz wyjechać- Odezwał się ponury głos dobiegający zza mnie. Martin spojrzał w tamtą stronę.
- Kim jesteś?- Zacisnął swoje ramiona na mnie, próbując pewnie dać znać, że nie do końca ufa aniołowi. Nie dziwiłam się, ponieważ mimo tego, że Rafael wyglądał bardzo młodo, jego oczy mówiły coś innego.
- To jest Rafael…
- Jestem kolegą Gin- Wtrącił się- A teraz musimy już iść.
Wyszłam z objęć Martina i stanęłam obok niego.
- Już?
- Tak- Ta odpowiedź nic mi nie powiedziała, jak i wyraz twarzy, który był pusty. Zacisnęłam usta i spojrzałam w twarz swojego przyjaciela, który wpatrywał się w Rafaela.
- Chodź Martin, musimy jeszcze wstąpić do ciebie po jakieś ciuchy i jedziemy po Matta- Oznajmiłam, sprowadzając chłopaka na ziemię.
- Co? Ach, tak. Idziemy- mruknął rozkojarzony.





Jak  mówiłam, rozdział już jest. Może nie taki długi jak poprzedni, ale jednak długi. :)
No i jak wam idzie w szkole? ;D
U mnie idzie niezbyt dobrze... Już pierwszego dnia odkąd przyszłam dostałam dwa zadania domowe.
Super, nie? No ale w końcu sama jestem sobie winna, bo wybrałam akurat te przedmioty i mam. 
A jak wam podoba się rozdział?
Ostatnio zauważyłam, że pomimo tego iż mam aż 67 obserwatorów (co w dalszym ciągu mnie zaskakuje :) a tylko 18 osób i to w poprzednim rozdziale. Tak że chciałabym poprosić osoby czytające o napisanie czegoś, chociażby takiego zwykłego: Fajne. 
Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie Wasze komentarze motywują!
Na tym kończę, życzę wszystkim miłego dnia i serdecznie pozdrawiam :D

26 komentarzy:

  1. Super :D Sie naczekałam na rozdzialik :D Strasznie krótki :( Mam nadzieje ze kolejny bedzie za niedługo :D


    Pozdrawiam Clary :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie aż taki krótki, ponieważ jest dwie półtorej strony dłuższy niż normalne :D A co do następnego... Nie wiem, zależy od ilości zadań domowych do zrobienia, ale postaram się zrobić rozdział na następny tydzień. :)

      Usuń
  2. Hej.
    Raz jest krótki, raz jest długi. Ważne żeby wnosił coś w akcję.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak i właśnie ją wnoszę. To znaczy, staram się ;)

      Usuń
  3. Anonimowy15:48

    w koncu się doczekałam ;d
    fajny ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i tak, nareszcie :D

      Usuń
  4. Nareszcie jest!! Hura!!
    Rozdział jest świetny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietne :) Nie mogę się doczekać następnego rozdziału (:

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zawsze komentuje!!! Kraken na posterunku!
    Ten rozdział nie jest tak emocjonujący i genialny jak poprzedni. Nie za wiele się dzieje, ale nie powiem, że nie dzieje się nic. Nie ważne, po prostu przeżywam odskok od ostatniego.
    Mimo wszystki coś mi tu nie trybi. Mogłaś (doskonale to wiem, przeczytałam wszyściutkie rozdziały) napisać go lepiej, ale to może przez tą dłuższą przerwę. I jet Marcus. Także wybaczam. Scenka z nim jest nienaganna i nie stracił nic ze swojej Marcusowatości. Ani Gin w swoich rozmowach z nim. Nie pasuje mi to, że raz Matt boi się Rafaela, a już zaraz wymienia z nim porozumiewawcze spojżenia, potem przychodzi jeszcze jeden mroczny gostek a on się promiennie uśmiecha. Ogólnie jego reakcje dają nieco do życzenia i już wiem, że to on mi tu nie trybił. Bo poza nim jest dobrze. Tylko ciekawi mnie o co z nim chodzi i co wie o tym Rafcio.
    Z miejsca plubiłam Martina. Taki serdeczny, kochany chłopak. Ale czujny.
    Mimo to, mam nieodparte wrażenie, że coś z nim nie tak... Nie wiem co i pewnie się mylę ale jednak.
    Mam wrażenie, że coś zapomniałam, ale już kończę
    Najserdeczniejsze Krakeniczkowe pozdrowionka, szkoła z pajączkiem nie wygra!!!
    Kraken
    [kosmiczne-video.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wien, wiem :D
      Zdaję sobie z tego sprawę, jednak nie mogę ciągle wstawiać rozdziałów w których dzieje się dużo akcji (chociaż mogę zapewnić, że już wkrótce coś się będzie działo), co do Rafaela i Matta; dowiesz się wkrótce. ;D
      Nie wygra, żebyś wiedziała! Tak łatwo się nie daję. Tylko potrzebuję porządnego kopa w cztery litery i wziąć się wreszcie za siebie! :)
      A co do Twojego bloga... Przykro mi, ale mój komputer nie ma głosu bo mi się ostatnio popsuł i muszę najpierw kupić kilka części, które trzeba wymienić. Czyli nie w najbliższym czasie. ;)

      Usuń
  7. Rozdzial bajeczny;]
    Czekam na kolejny:P
    Życzę dużo weny i pozdrawiam;*
    PS.Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, nowy już gotowy, wena się przyda, a nawet bardzo. :D
      W wolnym czasie zajrzę. ;)

      Usuń
  8. Mega. Pisz czesciej! :-)
    Czekam na nastepny ;*
    Wbij tez do mnie jesli masz ochote :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, częściej chyba nie dam rady... :D
      A nowy rozdział już gotowy. ;)

      Usuń
  9. Anonimowy13:13

    Dalej dalej dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy14:11

    bardzo fajne opowiadanie. szybko je pochłonęłam i wciąż pragnę więcej :D - karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się cieszę, że Ci się spodobało. :D

      Usuń
  11. Anonimowy22:11

    Twoje opowiadania są świetne :)
    Kiedy będzie następny rozdział?? Bo strasznie mnie wciągnęło <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, nowy rozdział już jest gotowy, właśnie wrzuciłam. :)

      Usuń
  12. Eh... czytam ale nie mam czasu komentować :( no wiesz nowa szkoła.. nowi ludzie itp. Teraz z ledwością znalazłam krótką chwilkę, nawet swojego bloga zaniedbałam. Ja osobiście nie uważam, że rozdział jest krótki.. dla mnie ma odpowiednią długość :]. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś o tym wiem... Tylko że ja mam większe problemy z ogarnięciem się. Zdaje się, że tydzień dopiero co się zaczął, a już jest sobota. Zadania domowe i jest wieczór. W niedzielę staram się coś wykombinować, spakować na następny dzień i znowu poniedziałek. Staram się jednak nadążyć (jak widać, z marnym skutkiem).
      Również pozdrawiam. :)

      Usuń
  13. Anonimowy10:45

    Hej, hej, hej,
    dopiero teraz komentuję choć przeczytałam już go jak jeszcze był taką „świeżą ciepłą bułeczką” (cóż brak czasu i możliwości)
    rozdział świetny.... Rafael zawsze postawi na swoim, trafiła na dobrego przeciwnika.... no i pojawił się Marcus zły, że znów mu zwiała, ale to już chyba standard....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie... Masz rację, Gin ciągle zwiewa Marcusowi. :)
      Rozumiem też, dlaczego nie pisałaś przez tak długi czas i dziękuję, wena z pewnością się przyda i też pozdrawiam. :D

      Usuń