9 czerwca 2013

XXIX







Mała chatka z nieco spróchniałego drewna wciąż stała na swoim miejscu, wszystko było tak samo, nawet trawa wydawała się nietknięta. Jakby ten skrawek lasu był zatrzymany w czasie.
- Świetnie- Mruknęłam z sarkazmem, którego nie potrafiłam zatrzymać dla siebie. Jakbym cokolwiek potrafiła ukryć, pomyślałam, krzywiąc się.
W tym samym momencie adrenalina ogarnęła moje ciało, buzując w środku i sprawiając, że wszystko zaczęło wydawać mi się surrealistyczne. Uświadomiłam sobie, że teraz nie muszę się już martwić tym, w jaki sposób wydostanę się z wyspy podczas planowanej ucieczki. Rafael właśnie rozwiązał mój największy problem. Teraz w końcu będę mogła skupić się na reszcie planu. A to, że znałam las, w którym obecnie przebywałam, było tylko wisienką na torcie. W tym momencie usłyszałam, że Rafael odezwał się.
- Będziesz tutaj tylko chwilowo, do czasu, gdy będziesz gotowa- Powiedział, a ja zaczęłam gorączkowo rozmyślać o tym, że będę musiała się szybko uwinąć- Do tego czasu będę z tobą trenował twoje skrzydła.
- Kiedy będę gotowa, na co?- Zapytałam się, czując dziwny niepokój, który tylko się nasilił, gdy usłyszałam, że Rafael będzie mnie trenował, co również oznaczało to, że zostanie ze mną.
- Później się dowiesz- Usłyszałam tylko. Spojrzałam w stronę Marcusa, który pokręcił bezradnie głową, nie mógł mi pomóc. Westchnęłam zrezygnowana, od razu wyobrażając sobie najgorsze i po chwili ruszyłam się ze swojego miejsca, przedzierając się przez trawę do chaty.
Pchnęłam lekko drzwi, które z trzaskiem opadły na podłogę, wzbijając kurz gromadzony tam przez lata, których nie dotykałam. Teraz, gdy małe drobinki dostały się do mojego gardła wywołując duszący kaszel, żałowałam, że nie sprzątnęłam trochę w tym miejscu. Skrzywiłam się, widząc wyrwane zawiasy, z pewnością ja tego nie zrobiłam, po czym zastanowiłam się, kto mógł to zrobić.
Poza drzwiami wszystko było w takim samym stanie. Nawet dziura w ścianie, przez którą kiedyś wyszłam była w dalszym ciągu odsłonięta. Ponownie westchnęłam, po czym szybko podeszłam i ją zasłoniłam. Drewniane płyty, które otaczają lukę w ścianie zapadły się pod moim ciężarem, więżąc kostkę między sobą. Syknęłam z bólu próbując wyszarpać nogę ze środka, ale jedyne, co zdołałam osiągnąć to bolesne rozdarcie skóry. Chwilę później poczułam zapach własnej krwi, na co zmarszczyłam brwi z odrazą, ponieważ gdzieś w środku mnie obudziła się bestia pragnąca tego właśnie płynu.
Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że gdybym tylko mogła, zlizałabym swoją posokę z własnej nogi, zrobiło mi się nie dobrze.
- Dobrze się czujesz?- Usłyszałam, jak Marcus wchodzi do chaty- Co do… Krwawisz- Powiedział, wciągając głęboko powietrze w swoje płuca.
- No, co ty nie powiesz- Zaśmiałam się gorzko- Noga utknęła mi w podłodze, pomożesz mi ją wyjąć, Sherlocku?
Usłyszałam, jak chłopak parska, po czym podchodzi do mnie i schyla się, żeby zobaczyć, w jaki sposób mógłby mi pomóc.
- Wdepnęłaś w niezłe gówno- Zażartował- Trzeba będzie wyrwać płyty z podłogi, żeby móc wyjąć twoją nogę- Zacmokał kręcąc głową- Zobacz, jak nabałaganiłaś.
Chwilę później poczułam, że Marcus złapał za jedną z desek wbijających się w moją nogę i zaczął ciągnąć. Po chwili dało się usłyszeć głośny trzask pękającego drewna.
- No, jedną mamy z głowy- Powiedział pogodnie, powoli odkładając płytę na bok.
- To zabierz się za drugą!- Syknęłam nie poruszając się nawet na milimetr, aby nie uszkodzić jeszcze bardziej już i tak poranionej nogi.
Po dłuższej chwili trzasków byłam w stanie wyjąć kostkę z dziury o średnicy mniej więcej dwudziestu centymetrów.
- Dzięki- Powiedziałam, po czym tym razem już ostrożnie zasłoniłam lukę w ścianie, przez którą kiedyś uciekłam. Marcus zabrał ze sobą zakrwawione płyty i wyszedł z chaty, po chwili mogłam usłyszeć trzask płonącego drewna. Zaciekawiona pokuśtykałam na zewnątrz, aby przyjrzeć się temu, co robił.
- Dlaczego chcesz spalić to drewno?
- Ponieważ nasza krew jest trucizną dla innych stworzeń- Wyjaśnił rzeczowo.
Chwilę później wróciłam do siebie, po czym położyłam się na starym łóżku i zasnęłam. Następnego dnia Rafael uczył mnie, w jaki sposób latać. Pozwolił mi nawet na chwilę wzbić się w powietrze, znów mogłam poczuć to wspaniałe uczucie, nie było ważne to, z jakim wysiłkiem musiałam poruszać skrzydłami starając się przedłużyć tą chwilę unoszenia nad ziemią, uczucia powietrza delikatnie opływającego moje ciało, ale nie mogłam już dłużej wytrzymać, mimowolnie zaczęłam powoli opuszczać się w dół, po czym znów wylądowałam na polanie, na której obecnie ćwiczyliśmy.
Skrzydła od razu opadły drżące na ziemię, czułam się tak, jakbym zamiast lekkich kończyn stworzonych do latania miałam dwa obciążniki ciągnące mnie w dół. Na tym lekcja się skończyła.
Zielonooki anioł odleciał, każąc Marcusowi mnie pilnować. Nie mając już żadnej siły poszłam do chaty i rzuciłam się na łóżko, ale nie zasnęłam. Zwierzęta, które były w pobliżu strasznie mi przeszkadzały. Zdenerwowana rzucałam się po starym materacu, nie potrafiąc się odprężyć. Zrezygnowana stwierdziłam, że już nie zasnę, więc zaczęłam myśleć.
Nie minęła chwila, a zerwałam się szybko z łóżka podniecona, siłą powstrzymując się od skakania ze szczęścia.
To jest moja szansa, pomyślałam wyciągając najważniejsze rzeczy z plecaka, które wkładałam gdziekolwiek tylko mogłam, nie było tego dużo, więc nie miałam z tym większego problemu. Teraz zaczynała się ta trudniejsza część ucieczki, trzeba było wydostać się z lasu nie informując o tym nikogo. Trochę było mi przykro, że Marcus znowu otrzyma karę, ponieważ dał mi odejść, ale nie przejmowałam się tym zbytnio, wiedziałam, że przeżyje, a poza tym, był to już ostatni raz. Bo tym razem nie dam się złapać.
Cicho otworzyłam drzwi wyjściowe, nie widząc żywej duszy w pobliżu, jednak nie zamierzałam ryzykować i mimo wszystko skradałam się, aby dojść do linii lasu, w którym będę względnie bezpieczna. Na szczęście dotarłam między drzewa bez żadnych problemów, a tam, biegłam ostrożnie stawiając stopy, aby nie nadepnąć na jakąś gałązkę, lub coś innego, co mogłoby wydać moją pozycję Marcusowi. A do tego nie mogłam dopuścić. Chociaż… Gdyby nie to, że jest tak oddany Rafaelowi, zapytałabym go, czy nie chciałby odejść z tego bagna, w które zielonooki Anioł Ciemności z pewnością nas ciągnie. Nie zgadzałam się z Sabidimem, który mówił, że wojna nadchodzi, a anioły będą jej częścią. Gdyby ktoś się mnie zapytał, odpowiedziałabym stanowczo, że jestem za pokojem na ziemi, ale czy ktokolwiek posłuchałby tego, o czym mówię? Otóż nie, nie bardzo. Wolą przygotowywać się do wojny. Wzruszyłam ramionami, teraz to nie będzie już moją sprawą.
Wiedziałam, że to, co aktualnie robiłam było tchórzostwem, chociaż wmawiałam sobie, że jest to „cichym usuwaniem siebie z planu”, drugie określenie pasowało mi o wiele bardziej, niż to pierwsze.
Byłam już mniej więcej w połowie drogi, szybko biegnąc truchtem i chowając się w cieniach przed słońcem, które w dalszym ciągu raniło moje oczy, które w dalszym ciągu nie chcą przyzwyczaić się do słońca, co może być niezłym problemem w przyszłości, skoro nie chcę zbytnio odstawać od innych ludzi. Już miałam ochotę głośno westchnąć, gdy usłyszałam coś.
To był szelest, który podniósł włoski na moich plecach w ostrzeżeniu, każąc mi uciekać. Tak też zrobiłam, nie zwracałam już większej uwagi na cień, biegłam instynktownie unikając drzew w stronę miasta. Wiedziałam, że tam będę chwilowo bezpieczna. Chwilę później, gdy już wystartowałam, usłyszałam, że ktoś, najprawdopodobniej Marcus, również przyśpiesza. Dzięki treningom Sabidima już i tak szybko biegałam, a adrenalina tylko sprawiła, że poruszałam się o wiele szybciej, niż powinnam. Oczywiście, były też i skutki uboczne tego, ból głowy, głód, niestety będę musiała się z tym jakoś uporać, byleby tylko nie dać się złapać.
W rekordowym czasie dotarłam na obrzeża miasta, na osiedle, gdzie znajdowały się malutkie, przytulne domki jednorodzinne, zwalniając, biegłam wolnym truchtem, starając się wyglądać, jakbym wyszła na krótki jogging, kierując się w stronę miasta.
Gdy w końcu dotarłam do miejsca, poszłam kupić trochę ciuchów, żeby nikt mnie nie rozpoznał, po czym podeszłam do jednej z budek telefonicznych oblepionych reklamami sklepów i wkładając kartę, którą wzięłam ze sobą wybrałam numer, po czym zadzwoniłam do Emily.
- Halo?- Odezwał się ktoś znajomym głosem, który nie należał do mojej przyjaciółki- Halo?!- Nie, należał do kogoś innego. Była to osoba, od której wszystko się zaczęło, Romano.
Szybko odłożyłam słuchawkę, przestraszona, że mimo wszystko mógł się dowiedzieć o tym, że to ja dzwoniłam. Nie chciałam nawet myśleć o tym, co on mógł zrobić Emily. A może to nie był jej numer telefonu? Z mocno bijącym sercem ponownie wybrałam numer z pamięci i czekałam.
- Halo? Kto mówi?- Znowu Romano.
Czując, że wszystko, co starałam się robić właśnie legło w gruzach. Cały ten czas, który poświęciłam, żeby chronić najbliższych poszedł na marne, ponieważ on znalazł ich, najpierw dobrał się do domu i jakby to też nie wystarczyło, teraz dobrał się do moich przyjaciół. A szczególnie do Emily. Przecież ona nic nie zrobiła, nie miała żadnych problemów, nie zadawała się z nikim, kto mógłby chociażby pomyśleć źle o niej, a co dopiero zrobić coś, co mogłoby jej zaszkodzić. Jak mogłam na to pozwolić? Rozpacz zgniatała moje wnętrzności w lepką papkę, śmiejąc mi się w twarz. Jak Romano mógł to robić? Przecież to nie była jej sprawa, w tej chwili powinna być szczęśliwa wraz z resztą przyjaciół, a nie płacić za moje błędy.
Oparłam się ciężko o jedną ze szklanych ścian pocierając dłońmi twarz oraz oczy, próbując przebudzić się z tego koszmaru, który okazał się moim życiem.
- Hej!- Ktoś krzyknął, mocno pukając w szklane drzwi kabiny- Jak już skończyłaś to wyłaź ze środka i wpuść innych, którzy czekają, żeby zadzwonić!

Nieco zdenerwowana, szybko wyszłam ze środka patrząc się na starszego mężczyznę, noszącego poplamiony, zapewne kiedyś biały podkoszulek opinający się na opasłym brzuchu, w krótkich, dżinsowych spodenkach.
Odchodząc jeszcze usłyszałam, jak mruczał pod nosem- Głupia dziewczyna.
Nie zwracając większej uwagi, na dalsze uwagi wypowiedziane na mój temat z ust tamtego mężczyzny zaczęłam się zastanawiać nad tym, co mogę zrobić, żeby nie popsuć bardziej sytuacji, w której się znalazłam i w jakiś sposób uratować siebie oraz Emily.
 Idąc tak, nie zauważyłam, dopóki nie było już za późno, że na kogoś weszłam.
- Uważaj jak…- Zdążyłam warknąć, zanim spojrzałam, na kogo wpadłam- Cholera- Mruknęłam.




Nowy rozdział jest troszeczkę spóźniony. :)

Nie było go, ponieważ w tamtym tygodniu stało się coś złego i nie byłam w stanie napisać choćby jednego zdania, a próbowałam. Skończyło się na tępym gapieniu się na monitor  przez ponad godzinę. 
Ale już wszystko jest dobrze, jak widać i musiałam zabrać się za robotę. 
Ostatnio, stwierdziłam, że opowiadanie jest już wystarczająco długie, żeby zacząć powoli prowadzić wszystko do końca. :D
Sądzę, że koniec powinien pojawić się za jakieś 10-15 rozdziałów, albo coś koło tego. 
Jednak nie mniej, niż 10, tego jestem pewna.
Jeszcze tylko tydzień i będę mogła całkowicie się skupić na blogu, z resztą najgorsze mam już za sobą. ;)
Zachęcam do komentowania oraz dziękuję za nominacje, które otrzymałam w tym tygodniu, jestem bardzo wdzięczna. ;]

20 komentarzy:

  1. Wpadła na Emily? Czy Rafaela? :D Czy kogoś innego? :) Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiesz się w następnym rozdziale. ;)

      Usuń
  2. Tylko dziesięć rozdziałów?! Ja tego nie przeżyję! No chyba, że będziesz pisać drugą część :) Nie mam pojęcia co złego się stało ale współczuję. Sama ostatnio miałam taki okropny okres w życiu...
    Rozdział jest cudowny. Zastanawiam się na kogo wpadła... Obstawiam Rafaela, Sabidima, Marcusa lub Romano. Czekam na nową notkę z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dziesięciu, nie martw się, jeszcze trochę się będzie działo. Jak na razie dopiero, co zaczęliśmy iść w stronę końca, w dalszym ciągu jesteśmy dość daleko. ;)
      To nie jest tajemnicą, dokładnie w Dzień Dziecka mój młodszy brat złamał sobie obie kości w lewej ręce, można powiedzieć, że miał złamanie otwarte i musiał poczekać do następnego dnia na nastawienie i zszycie rany. W każdym razie spędziłam z nim cały weekend w szpitalu. Ale wszystko jest już w porządku. :)
      Hmm... Zastanawiałam się nad osobami, które wymieniłaś, ale postanowiłam, że spotka się z kimś innym. Pozdrawiam. ;)

      Usuń
  3. Cudowny :O .. Łiiiiii czekałam i jest ! . Nurtuje mnie pytanie na kogo wpadła. Aczkolwiek obstawiałam Romana , Rafaela czy Sabidima - zszokowałaś mnie wypowiedział powyżej , że to żaden z nich . Strasznie mnie ciekawi kto to. Fantastycznie piszesz . Z lekkością czyta się działy. Cudwnie , cudownie , cudownie. A twoje opisy sytuacji - me gusta ! :D :*
    Czekam na next.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :**

    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia dla twojego brata. Niesamowite więzi was łączą. Starsza i kochana siostra daje tak jakby autorytet. Życzę ci również dużo , dużo weny :*!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak chciałam zrobić, żeby wpadła na któregoś z wymienionych powyżej aniołów, ale stwierdziłam, że ktoś musi wrócić do opowiadania. ;)
      Więzi? Nie, po prostu uważam, że mój brat już dużo wycierpiał i chciałam mu trochę pomóc, żeby nie był taki nieszczęśliwy. A tak to nie ma dnia, w którym się nie kłócimy. :D
      Również pozdrawiam. :)

      Usuń
  4. Musiałaś przerwać w takim momencie ?! Aż walnęłam zeszytem ze wściekłości !
    Naprawdę uwielbiam twoje opowiadania, ale posuwasz się do bardzo drastycznych metod. To tak jakbyś miała chomika i dawała mu jeść tylko żeby nie czuł głodu :P Właśnie się tak czuję !
    Dobra, uspokajam się.
    Niespodziewałam się, że iak szybko zwieję. Najpierw tego chviała, ale czytając ten rozdział chyba co raz bardziej chce, żeby została. Przywiązałam się do aniołków *_* Zastanawiam się, czy naprawde doprowadzisz to do skutku.
    Po drugie, na kogo ona wpadła ?
    Jeejj, kurczę, to czekanie doprowadzi mnie do szału. Więc błagam, zacznij już :P
    Ogólna ocena: ŚWIETNIE !

    Pozdrawiam i jak będziesz miała czas, zajrzyj też do mnie. Jeśli chcesz, oczywiście :) Adres chyba znasz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, musiałam. Skończyły mi się pomysły, a że napisałam dość dużo, stwierdziłam, że rozdział może być, jako tako. :) Nie martw się, kim jest tajemnicza osoba, na którą wpadła Gin dowiesz się w następnym rozdziale. ;) Jak widać, w końcu wzięłam się za siebie i zrobiłam to. No jasne, że znam. :) Jak tylko przejdę przez egzamin to z pewnością wejdę. Pozdrawiam. :D

      Usuń
  5. A zatem powrót na stare śmieci!!! Podoba mi się.
    Jak Marcus (MAAAAAAAAARRRRRRCUUUUUUUSSSSSSSS!!!!!!!) pomagał jej z tą kostką to przez chwilę myślałam, że ją w nią dziabnie, albo odgryzie xD
    A tu o! Kolejna ciekawostka do encyklopedi mrocznyh anielców.
    Ona biedna z tymi skrzydłami :c Szkoda jej. Uciekać trudniej.
    "Byłam już mniej więcej w połowie drogi, szybko biegnąc truchtem i chowając się w cieniach przed słońcem, które w dalszym ciągu nie chciały przyzwyczaić się do słońca," Ekhem... A potem moje słońce stwierdziło, że ma dość nie możności przyzwyczajenia się do samego siebie i wybuchło.
    Tak nastąpi koniec świata.
    No no no. Nie dość, że utalentowany pająk to jeszcze wieszczka.
    Ale rozumiesz o co chodzi? Czy moje pogmatwane myśli zatuszowały błąd?
    Wracjamy.
    Co Bardzo Mhroczny Mistrz Złych i Mhrocznych Aniołów Roman (BMMZiMAR) robi w domu Emily?
    I czemu (niczym mój pan od techniki) krzyczy "Halo?! Halo?!?!"
    Albo na Marcusa albo na Romana wpadła. No, chyba, że na tego dreszczogennego łowcę.
    Very Good Job Reiu. Świetny rozdział. Jak zwykle...
    Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony, gdyby uciekała za pomocą skrzydeł, byłaby o wiele wolniejsza od Marcusa. Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę, nie zawsze potrafię wyłapać wszystkie błędy, nawet te, które aż tak rażą w oczy. :) Miała tam być wzmianka o oczach, ale najwyraźniej zapomniałam o nich napisać, ale poprawię. ;)
      Co BZZMiMAR robił w domu Emily i dlaczego tak krzyczał dowiesz się w następnych rozdziałach. :D Dzięki, jednak mój pająk zaczyna już głodować. :c Trzeba go jak najszybciej dokarmić. :)
      Reia

      Usuń
  6. kolejny fantastyczny rozdział!!!!!!! kogo spotka? Emily? wiem nie możesz powiedzieć ale to jest super :)już odliczam dni do następnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiesz się w następnym rozdziale, masz rację, nie mogę powiedzieć, bo inaczej straciłabym element zaskoczenia. ;)

      Usuń
  7. Urwać w takim momencie?! Jestem ciekawa na kogo wpadła ;)
    Świetny rozdział i czekam na kolejne ;)
    Pozdrawiam
    http://wojna-elfow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kogoś na pewno. :) Dzięki, również pozdrawiam. ;)

      Usuń
  8. Jak mogłaś skończyć w takim momencie ?! Hmm.. ciekawe na kogo wpadła.. Świetny rozdział, z resztą jak każdy :D. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam, nie miałam żadnego pomysły, jak to skończyć, więc zostawiłam tak, jak jest. :) Dowiesz się, kiedy będzie następny rozdział. ;) Pozdrawiam, pozdrawiam. :D

      Usuń
  9. Będzie wątek miłosny? :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy, wątpię w to, ponieważ nie mam głowy do pisania tego typu rzeczy, aczkolwiek wszystko jeszcze może się zdarzyć. ;)

      Usuń
  10. Kolejny fascynujący rozdział, czekam na więcej ;d ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Aaaaa...! Zawsze kończysz w takich momentach, w których najbardziej zżera mnie ciekawość co będzie dalej :) No cóż do idę dalej, do następnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń