15 kwietnia 2013

XXIV





Obudziłam się w jaskini nie rozumiejąc, w jaki sposób się w niej znalazłam. Po chwili jednak sobie przypomniałam, walkę z Rafaelem, moją utratę kontroli i w końcu karę. Wzdrygnęłam się, po czym spróbowałam podnieść do pozycji siedzącej, ale zaraz, gdy poczułam ból znowu opadłam bezsilna na stół jęcząc cicho. Musiałam się podnieść, musiałam to zrobić w jakiś sposób. Mimo tego, że nie mogłam się poruszyć bez odczuwania żadnego bólu zmusiłam się do obrotu na bok, a później odepchnęłam się jedną ręką i skoczyłam na stopy. Zataczając się prawie upadłam, ale jakimś cudem zdołałam utrzymać się w pozycji pionowej ledwo powstrzymując mdłości. Gdy wszystko nieco się uspokoiło usłyszałam szelest czyjejś odzieży. Mimowolnie się spięłam zastanawiając się, jak długo tak stoi i przygląda się moim próbom wstania.
- Już?- Zapytał Sabidim udając znudzonego.
- Nie- odpowiedziałam szczerze i usłyszałam kolejny szelest.
- W takim razie się pośpiesz, bo czeka nas jeszcze dużo roboty. Jestem na zewnątrz- powiedział rozbawionym tonem- Ach! Bym zapomniał, ubierz się w te ciuchy, które ci zostawiłem na stole.
Gdy byłam pewna, że Sabidim opuścił jaskinię odwróciłam się w stronę stołu niesiona złymi przeczuciami. Znalazłam tam ciuchy, które zostawił na stole. Krótkie czarne spodenki oraz obcisły top.
Wściekła szybko zdjęłam obecne ciuchy i założyłam to, co musiałam. Postanowiłam to omówić ze Szkarłatnym. Gdy zakładałam spodenki coś mi się rzuciło do oka. A konkretnie to, że mój brzuch, uda oraz przedramiona były całe w sińcach, niektóre już niemal całkiem zniknęły przybierając żółto-zielonkawą barwę, a inne wyglądały jakby dopiero, co wyszły bardzo wyróżniając się od mojej skóry. Inaczej mówiąc? Wyglądałam jak pisanka, nosząc na sobie, co najmniej z siedem różnych kolorów. Westchnęłam i nacisnęłam lekko jednym palcem na najbardziej paskudnego, znajdującego się na moim brzuchu. Wielkie, nieregularne koło, bardziej przypominało odcisk pięści posiadał najwięcej kolorów. W środku był prawie czarny, przechodzący w ciemny fiolet, czerwień i granat, pomarańcz, żółć oraz gdzie niegdzie mogłam dojrzeć nawet nieco szarawy kolor na samym brzegu siniaka. Wyglądało to okropnie i tak samo się czułam, jak wyglądałam. W bardziej ponurym nastroju ruszyłam do wyjścia z jaskini.  Było tu sporo ostrych kantów, ale poza tym jak na jaskinię było całkiem nieźle. Nie widziałam żadnej pajęczyny, ani zwierząt, nawet ich nie słyszałam, więc można było powiedzieć, że miałam ciszę i spokój.  Nie było żadnych odnóg, więc dojście do wyjścia nie było żadnym problemem. Sabidim czekał na zewnątrz, oparty nonszalancko o drzewo. Ubrany był, jak zwykle zresztą, obowiązkowo w czerwień, obcisła koszulka oraz spodenki do kolan.
- Gotowa?- Zapytał lustrując mnie od góry do dołu, zatrzymując się na chwilę na sińcach rozsianych po moim odsłoniętym ciele- Wyglądasz jak siedem nieszczęść- skomentował pół uśmiechając się, jakby było to zabawne.
- Miło wiedzieć- prychnęłam-, Co masz zamiar dzisiaj robić?- Zapytałam ciekawa. Chłopak uśmiechnął się nieco złośliwie, co trochę mi przypominało sposób, w jaki uśmiecha się Marcus, po czym odpowiedział- Dzisiaj zamierzam zacząć ciebie uczyć, jak się walczy.
Westchnęłam- No dobra, prowadź- nieco zrezygnowana machnęłam ręką. Anioł lekko się odepchnął od drzewa i ruszył w gęsty las. Tym razem pozostałam w tyle pozwalając Sabidimowi odchylać kłujące gałązki zanim mnie uderzyły, chcąc na tyle ochronić swoje ciało, które nawiasem mówiąc wciąż bolało.
Gdy dotarliśmy na polanę, na której wcześniej ćwiczyłam wraz z Rafaelem, od razu przeszłam na sam środek, szykując się do ćwiczeń ze Szkarłatnym, ale ten tylko pokręcił głową i przeszedł na drugi koniec polany, niemal pod same drzewa i usiadł wśród bujnej trawy krzyżując nogi, cierpliwie czekając, aż do niego dołączę, nie odpowiadając na żadne pytanie, które zadawałam od dłuższej chwili. Gdy już siedziałam naprzeciwko Sabidima w taki sam sposób jak on i się uciszyłam, usłyszałam jego cichy głos.
- W walce nie chodzi o to, żeby wygrać, walka jest niczym taniec dwóch przeciwników, kto umie lepiej tańczyć, wygrywa- mówiąc ciągle patrzył mi się w oczy. Skinęłam, odczuwając potrzebę potwierdzenia i słuchałam dalej z uwagą- Ale zanim nauczę cię tańczyć, najpierw początkujący tancerz musi nauczyć się panować nad sobą- w tym momencie lekki uśmiech wpłynął na jego twarz- Jest to niezmiernie ważne, wiesz dlaczego?- Zapytał i nie czekając na odpowiedź, której zresztą nie znałam, kontynuował- ponieważ nie panując nad sobą tancerz nie może myśleć, robi wszystko impulsywnie, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Dlatego nie można tracić kontroli. Mimo, że jest wtedy bardziej nieprzewidywalny, to i tak popełnia błędy i w ten sposób przeciwnik może szybko wygrać taniec, co oznacza dla tancerza, który stracił kontrolę śmierć lub tortury.
Ponownie skinęłam głową w myślach przyznając Sabidimowi rację. Chłopak tłumaczył mi jeszcze przez jakiś czas czym jest walka, a ja starałam się zapamiętać każde słowo, stwierdzając, że kiedyś może mi się to przydać. Później poinformował mnie, że będę musiała się nauczyć medytować, po czym pokazał mi, w jaki sposób poprawnie ułożyć swoje nogi oraz ręce i kazał się rozluźnić.
- No dobrze, a teraz wyobraź sobie jakieś spokojne miejsce, może to być łąka, wodospad, co chcesz.
Wyobraziłam sobie biwak, na który kiedyś poszłam wraz z Emily i mimowolnie się uśmiechnęłam. Wspominałam sobie tamte chwile, gdy zostałam nagle szturchnięta w bok.
- Mówiłem: wyobraź sobie, a nie zatop się w wspomnieniach- usłyszałam karcący głos Sabidima- Masz uważać.
Westchnęłam i zrobiłam to, co mi kazał. Nie było tak trudno. Chłopak wyjaśnił, że podczas gdy on będzie próbował mnie rozproszyć, ja muszę pozostać w tej samej pozycji, rozluźniona i skupiona. Początkowo pomyślałam, że da się zrobić, ale w chwili, gdy Szkarłatny rozpoczął zrobiło się to niemal niemożliwe.
Przez pół nocy ćwiczyłam medytację, albo raczej próbowałam medytować, ponieważ nie potrafiłam się skupić, a później przez resztę nocy się rozciągaliśmy. Sabidim wytłumaczył, że tamte ciuchy przeszkadzałyby mi oraz kazał mi oglądać, jak moje mięśnie pracują. Wydało mi się to głupie.
Przez następne dni wydało mi się to coraz łatwiejsze, do czasu, gdy mój nauczyciel stwierdził, że czas przejść na naukę walki. Krok po kroku uczyłam się walki wręcz, czyli samoobrony i ataku. Każdego dnia uczyłam się dokładnie każdej postawy, gdy zrobiłam coś nie tak, dostawałam karę, co prawda inną od kar, które dawał mi Rafael, ale równie skuteczną, mającą na celu wzmocnić mięśnie moich nóg, dzięki czemu miałam się szybciej poruszać, inaczej mówiąc musiałam biegać przez cały poranek po wyznaczonej ścieżce, na moje nieszczęście ledwo widocznej najszybciej, jak potrafiłam, goniona przez Sabidima, co było trochę niesprawiedliwe, dlatego, że słońce za każdym razem pozostawiało mnie na wpół ślepą. Anioł również starał się wzmocnić mój słuch oraz węch zawiązując mi wokół oczu czarną przepaskę i każąc wyczuć, gdzie jest przeciwnik, atakując mnie.
Podczas zajęć Szkarłatny zmieniał się nie do poznania, stawał się bardziej spokojny, opanowany, a z jego twarzy nie dało się niczego odczytać. Także jego ruchy były bardziej dbałe, każdy przemyślany, pełen gracji, z tego, co zauważyłam żaden nie był impulsywny. Rafaela nie widziałam, odkąd straciłam opanowanie dając upust furii, ale raczej z tego powodu nie ubolewałam. Każdego dnia nie miałam czasu na głębsze przemyślenia, wstawałam późnym wieczorem, szłam na trening z Sabidimem, wracałam ledwo żywa i rzucałam się na stół na którym teraz leżał twardy i niewygodny materac, ale nie zwracałam na to uwagi.
Pewnego dnia pojawił się Herbert, anioł z piegami, który kazał mi rozwinąć skrzydła, z czym miałam niewielki problem, biorąc pod uwagę to, że nie używałam ich przez dłuższy czas. Anioł pomacał chwilę powierzchnię skrzydeł każąc powiedzieć, gdy będzie bolało, po czym sprawdził skórę otaczającą skrzydła i ponownie przesunął się na skrzydła naciskając na poszczególne mięśnie. Gdy skończył pozwolił mi zwinąć moje pierzaste kończyny z powrotem, po czym wyszedł i bez słowa odleciał pozostawiając mnie pełną jeszcze niezadanych pytań.
Byłam właśnie na treningu z Sabidimem, gdy usłyszałam cichy, niemal nie do usłyszenia łopot skrzydeł, o wiele większych od normalnych ptasich.
- Ktoś się zbliża- powiedziałam, dalej próbując odeprzeć wciąż nacierającego na mnie Szkarłatnego, który tak szybko jak zaczął, skończył kiwając głową na zgodę.
- Masz rację, to Rafael- oznajmił, po czym lekko zmarszczył brwi patrząc się w górę- Na dzisiaj to będzie koniec, zrób jeszcze dwadzieścia kółek i masz wolne przez resztę nocy.
Od razu wzięłam się za wykonanie rozkazu, czyli na bieganiu, podczas gdy Sabidim rozwinął swoje skrzydła i wystrzelił na spotkanie zielonookiemu aniołowi. Przez cały czas zastanawiałam się, po co Rafael tu przyleciał, ale nie mogąc wymyślić żadnego sensownego powodu skupiłam się z powrotem na wykonywaniu zadania. Później skierowałam się do wodospadu, gdzie wzięłam orzeźwiający prysznic i poszłam do swojej jaskini po drewniany grzebyk, którym zaczęłam rozczesywać swoje skołtunione, mokre włosy. Gdzieś w połowie rozczesywania usłyszałam cichy szelest ciuchów ocierających się o ciało, więc odwróciłam się w stronę wyjścia, nie dziwiąc się widząc tam Rafaela opierającego się swobodnie o ścianę i obserwującego każdy mój ruch. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc się nie odzywałam, dalej czesząc włosy, ale już nie skupiając się aż tak na tym zajęciu. Po uczesaniu splotłam włosy w warkocz. Dopiero po ukończeniu wszystkich czynności i skupieniu swojej całkowitej uwagi na aniele ciemności, powiedział:
- Dowiedziałem się, że walka idzie ci coraz lepiej- zaczął, na co wzruszyłam ramionami nie odpowiadając- Ostatnio dowiedziałem się również, że twoje skrzydła zostały całkowicie wyleczone. Oznacza to, że będziesz musiała się nauczyć, jak z nich korzystać. Czy jesteś gotowa na treningi?- Zapytał wciąż obserwując mnie uważnie, czułam się, jakbym właśnie stała na jakiejś wystawie, aż miałam ochotę się skrzywić, ale powstrzymałam się, sama nie wiedząc, dlaczego.
- Tak sądzę- odpowiedziałam cicho, wiedząc, że Rafael i tak usłyszał wszystko wyraźnie. Skinął lekko głową.
- Też tak twierdzę. Rozmawiałem z Sabidimem i zgodził się ze mną, żeby przesunąć treningi z nim na rzecz nauki lotu. Tak więc jutro staw się o zmierzchu na polanie, skąd zaczniemy.
Zaczniemy? My? Zmarszczyłam brwi, po czym zorientowałam się, że latać będę się uczyła z Rafaelem. Niezbyt mi się to podobało, ale nie miałam wyboru. Zawsze jest jakiś wybór, pomyślała ta bardziej optymistyczna cząstka mnie, podczas gdy ta druga wtrąciła: lecz nie zawsze należy on do mnie. Skrzywiłam się, po czym zorientowałam się, że Rafael przygląda mi się jeszcze bardziej badawczo, więc skinęłam krótko głową starając się skupić. Najwyraźniej taka odpowiedź mu wystarczyła, więc odwrócił się do mnie plecami i szybko oddalił do wyjścia. Trochę przybita rzuciłam się na materac, który nagle wydał mi się najniewygodniejszą rzeczą na całym świecie i zaczęłam myśleć. Pocieszałam się myślą, że będzie warto poświęcić się na rzecz latania, które pomoże mi się wydostać z wyspy, po czym zasnęłam.





Od razu chcę przeprosić każdego, kto tak długo czekał na ten rozdział.
Oraz chcę poinformować, że nowy również pojawi się nieco później.
Dlaczego?
Ponieważ nie mam na to czasu, mam sporo roboty, którą muszę skończyć.
A w dodatku laptop, na którym piszę jest popsuty i działa jedynie po pół godziny dziennie.
Wszystko działa przeciwko mnie. :)
Powinnam załatwić wszystko w ciągu tygodnia, góra dwóch, w tym czasie jednak będę starała się coś napisać. 
Później wszystko powinno się unormować.
A co do rozdziału, jest trochę łagodny (przynajmniej moim zdaniem)
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających, jak i czytających, Reia. :)

26 komentarzy:

  1. A mi się ten rozdział podobał :D Chociaż przypuszczam, że to tak zwana cisza przed burzą :P
    Lekcje z Rafaelem o_O ? Ja jestem przerażona, a co dopiero ona. Ale surowi nauczyciele zawsze dobrze nauczą, więc myśle, że dziewczyna jest w dobrych rękach. A jak się dogadają ? Nie mam pojęcia. Ostatnim razem im za bardzo nie wyszło, ale mam nadzieję, że te lekcje lotu będą przyjemniejsze :D

    Czekam na następne (:

    Pozdrawiam i życze dalszej weny, Claire ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się jeszcze okaże. ;)
      Jak na razie nie wiem, w jaki sposób Gin się dogada z Rafaelem, już zacieram ręce z uśmiechem. :D
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Napewno coś wymyślisz ;) Powodzenia ! :D

      Usuń
  2. Oj ja bym temu gnojowi (Rafaelowi) wygarnęła co o nim myślę jakby tak wbił jakbym się czesała. Grr... ależ on mnie wkurza. Najpierw jej zrobił kolorowankę na całym ciele a potem sobie tak wbija jak gdyby nigdy nic, 'jestem Rafael, władca całego świata'. Aż się zdenerwowałam! Czekam na nowy rozdział i w wolnej chwili zapraszam do mnie na wladczyni-mocy.blogspot.com Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! podoba mi się 'jestem Rafael władca całego świata', to do niego pasuje. :)
      No, może i trochę denerwujące, przyznam, ale Rafael w pewnym sensie pokazał, że się zbliża. Pozdrawiam, pozdrawiam. ;)

      Usuń
  3. Anonimowy19:54

    BOOOSKI ! . proszę o wydanie następnego bloga nieco wczesniej i zeby bylo tam wiecej dialogów . Z góry dziekuje : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, tutaj było znacznie mniej dialogów, postaram się, właśnie zaczynam pisać nowy. ;)

      Usuń
  4. Rozdział jest bardzo ciekawy. :)
    Czytałam z przyjemnością. No i nie obyło się bez sporej dozy emocji.
    Na początek rafael. Czemu on się tak wszędzie wpycha. ja rozumiem, lekcje, treningi. Ale żeby tak wpadac bez pukania? A co, gdyby ona była, hm... naga?xDDD
    To by się działo. :)

    No cóz, trzeba jednak przyznać, że Rafael zna się na rzeczy. Jest surowy ale ma skuteczne metody. Lubię go.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gin mieszka w jaskini, która nie posiada takiego czegoś, jak drzwi. Dlatego Rafael nie miał jak zapukać. :D Gdyby była naga? Wtedy Rafael najprawdopodobniej straciłby oczy, ponieważ Gin pewnie by mu je wydrapała. :)
      Również pozdrawiam. ;)

      Usuń
  5. Mi się podoba :)
    Nie znosze Rafaela!
    Jak on mógł ją tak posiniaczyc? *.*
    Boże jak ja go nie lubie!
    Za to z każdym rozdziałem Sabidim wydaje mi się fajniejszy :D
    Przynajmniej jej nie bije!
    Rozdzial cudowny i wybaczam opóźnienie :D
    Czekam na kolejne :3

    Kaja :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jak kara to kara, prawda? ;)
      Nie, Sabidim nie bije Gin, tylko każe jej zamiast tego biegać najszybciej jak potrafi po lesie w środku dnia, który ją oślepia, goniąc ją. :)
      Będą, będą kolejne. Jak się napiszą. :D

      Usuń
  6. Bardzo fajny rozdział :)
    Rafael jest srogi, ale dobrze robi, że chce ją nauczyć tych rzeczy, nawet jeśli jego metody są... Trochę wyczerpujące ^^
    Tak czy inaczej, lubię go. Nie tak jak Sabidim'a, bo jego uwielbiam, ale Rafael też jest fajny :)
    Życzę powodzenia i oczywiście weny. Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ten Sabidim. :)
      Pamiętaj, że Rafael ma jakiś powód. Dlatego właśnie uczy Gin. ;)
      Dzięki, przyda się. :D

      Usuń
  7. Przynajmniej Sabidim jej nie bije -,- Idiota Rafael ma jakieś problemy, że go pokonała :< Zgodzę się, z jedną z poprzedniczek. Co, on w ulu mieszka? Pukać anielska mamusia nie nauczyła?>:|
    Sabidim jest spoko, przynajmniej jego treningi mają sens :< (tak, tak. to przytyk dla rafaela. nie mam do Ciebie żadnych pretensji, o jego zachowanie, metody nauczania, tylko go nie znoszę :3)
    Rozdział całkiem dobry. Wiemy co się dzieje, treningi, nauka, za dużo co prawda wydarzeń nie wnosisz ale robisz smaczka, na następne. I aż mi ślinka cieknie *_*
    Jesteś cudowna Reiu-pająku:3
    Kraken :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Sabidim ma inne metody, takie jak: bieganie będąc równocześnie oślepionym przez światło najszybciej jak się da, podczas gdy on śledzi tą osobę. :D
      O, nie, Może i Gin pokonała Rafaela, ale tylko dlatego, że się nie kontrolowała oraz Rafael nie spodziewał się, że Gin postanowiła go zaatakować.
      Tak, tak, Reia-pająk w dalszym ciągu uzbraja się w cierpliwość. Ale czasem się opłaca czekać, może w moją sieć cierpliwości wpadnie jakaś muszka, o tak. :3

      Usuń
  8. Rozdział super!
    Informuje też, że mój blog ma nową nazwę: www.tanczacy-kon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie wiem za bardzo, co odpowiedzieć, więc powiem: dobrze!
      Już wchodzę. ;)

      Usuń
  9. Właśnie wczytuję się w Twoją lekturę i chyba nie skończę za szybko... :D Zapraszam do siebie http://destiny395.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę ilość rozdziałów, to nie, szybko nie skończysz, ale mnie to cieszy. :)
      Życzę miłego czytania. ;)

      Usuń
  10. Czytam sobie wszystkie części... i myślę sobie: NAPISZ KSIĄŻKĘ!
    Nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią Rafka<3.A Sabidim.. Na początku był nawet fajny jako agresywny, ale teraz..I LOVE RAFEK.
    Ogólnie rozdział świetny. Pisz szybko kontynuację, bo nie wytrzymam.
    Pozdrawiam Suzzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie ma takiej możliwości. Ostatnio dowiedziałam się, że materiału nie można wcześniej nigdzie publikować. Przynajmniej tak słyszałam. :) Ale nie sądzę, że to, co piszę nadawałoby się na książkę. No, przynajmniej ja tak sądzę. ;)
      Sabidim może i wydaje się teraz łagodny, ale on jest Myśliwym. Szkarłatnym. Teraz jest spokojny, ponieważ uczy Gin kontroli nad sobą. Jak myślisz? Agresywnością niczego nie można nauczyć. Bynajmniej zdaniem Sabidima. Tylko tak mówię. :)
      Hej, to fajnie, że ktoś lubi Rafcia.
      Staram się coś napisać, już jest aż pół strony! :D
      Również pozdrawiam. ;)

      Usuń
  11. Boskie nie mogłam się oderwac !!!!
    Cudnie piszesz
    Obserwuje i będe często wpadac
    http://loveit666.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne i wpadajcie na nasz http://naomi-mystory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Nominuje cię do Versatile Blogger Award , więcej informacji na moim blogu
    http://the-wings-to-the-sky.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Nominuję Cię do Versatile Blogger Award. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  15. No jestem pod wrażeniem ;) Z każdym rozdziałem coraz bardziej ciekawi mnie historia Gin. :) Masz talent

    OdpowiedzUsuń