27 listopada 2012

IV

- Jak mogłeś?!- krzyknęłam, wstając z miejsca. - Ja się nie zgodziłam, tylko zostałam przemieniona, mimo że tego nie chciałam.
- To jest bez znaczenia. Tego nie da się odwrócić, więc musisz się pogodzić z losem. Zrozumiano? - zapytał, składając schludnie skrzydła za plecami.
- Ale ja nie mam skrzydeł - powiedziałam, patrząc na swoje plecy.
- Ależ je masz, tylko musisz jeszcze się nauczyć je rozkładać.
- W jaki sposób? – zapytałam, myśląc o tym, że takie skrzydła mogą mi pomóc w ucieczce.
- Zdejmij koszulę - rozkazał Romano. Po chwili koszula leżała na oparciu fotela, na którym siedziałam.
- I co dalej?
- Wyobraź sobie, że twoje łopatki się zmieniają, nabierają mięśni. Czujesz jakieś swędzenie? - zapytał cichym i spokojnym głosem.
- Tak, dziwne uczucie - odparłam, marszcząc brwi.
- Dobrze. Czy czujesz, jakbyś coś miała na łopatkach? Coś, co ci przeszkadza? - Gdy skinęłam głową, Romano kontynuował: - Spróbuj to wypchnąć poza skórę, właśnie tak. Teraz skoncentruj się na mięśniach, czy czujesz, jak się rozrastają? Jakie są silne?
- Tak. - Odwróciłam głowę i zobaczyłam czarne jak noc, a nawet bardziej, skrzydła. Naraz ogarnął mnie smutek. Rozprostowałam je i poruszyłam na próbę. Trochę dziwne uczucie, ale da się przyzwyczaić.
- Coś ty ze mną zrobił, Romano?- zapytałam łamiącym się głosem.
- Dałem ci nowe, lepsze życie. Pomyśl tylko. Już się nie zestarzejesz, nie wyjdzie ci żadna zmarszczka, będziesz piękna przez wieki - odpowiedział, a jego błękitne oczy świeciły jak u małego dziecka rozpakowującego prezenty na Gwiazdkę.
- Ale ja tego nie chciałam. I skąd wiesz, może wolę się spokojnie zestarzeć u boku jakiegoś mężczyzny i gromadki dzieci?
- Każdy chce być nieśmiertelnym, i w dodatku możesz latać. – Uśmiechnął się. - Chcesz je wypróbować?
- Co? - zapytałam zdezorientowana - A... skrzydła. Czemu nie?
- W takim razie za mną -powiedział, po czym zaczął iść w stronę drzwi.
Szybko go dogoniłam, aż szliśmy ramię w ramię. Romano westchnął i powiedział:
- Ty naprawdę nie wiesz, co to znaczy słowo „za mną”? To znaczy, że masz iść po mnie. Druga. Pamiętaj, że nie jesteśmy sobie równi.
- A mnie to nie obchodzi i będę szła tak, jak mi się podoba - odpowiedziałam spokojnie, przechodząc przez różne korytarze i mijając różne drzwi. Gdyby się tak skupić, to mogłabym usłyszeć bardzo ciche szmery. - Co to za odgłosy?
- Słucham?- Romano zatrzymał się zdezorientowany.
- Te szmery zza drzwi. - Na to chłopak zmarszczył brwi.
- Nie powinnaś tego słyszeć - mruknął cicho.
- Co powiedziałeś?- zapytałam zszokowana.
- Nie powinnaś tego słyszeć. Młodziki, takie jak ty, nie pozbyły się jeszcze swojego ludzkiego słuchu i mają go zazwyczaj do kilku dekad - wyjaśnił, patrząc na mnie dziwnie. Wsłuchałam się w szmery. Czasem mogłam usłyszeć jakiś szept, ale nie potrafiłam rozróżnić poszczególnych słów.
- Słyszę jeszcze jakieś szepty, o ile się nie mylę - powiedziałam powoli. Romano westchnął.
- Dobra, w każdym razie mieliśmy wyjść na zewnątrz i wypróbować twoje nowe skrzydła.
- Okej. Chodźmy - powiedziałam, odwracając się od chłopaka i czekając, aż mnie wyminie, aby po chwili zrównać się z nim.

3 komentarze:

  1. Było dotychczas tylko jedno opowiadanie które wciągnęło mnie tak jak to :) Bardzo fajne i ciekawe <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Krótki rozdział, ale genialny. Najbardziej mi się podoba to, że Genevieve sprzeciwia się Romano. Jest w tym coś, jakiś dreszczyk emocji, bo jest on przecież ich przywódcą i nie jest przyzwyczajony do takiego zachowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No po prostu boski ;) Aż chce się więcej ;)

    http://nathalie-rose.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń