24 lutego 2013

XVIII




Szczęka omal mi nie upadła na podłogę jaskini.
- C- co ty powiedziałeś?- Przesłyszałam się, normalnie się przesłyszałam.
W odpowiedzi Sabidim tylko się roześmiał.
- To, co słyszałaś. A teraz idziemy do mnie?- Zapytał czkając cierpliwie, aż zbiorę to, co zostało z mojego mózgu. Szok spowodowany tym, co powiedział Szkarłatny wciąż się utrzymywał nie pozwalając myśleć. Po dość długie chwili anioł westchnął i podszedł ostrożnie nie spoglądając nawet na sztylet, który wciąż mocno trzymałam w dłoni. Ja jednak tępo obserwowałam jego skradanie się, obojętna na to, że on jest doświadczonym myśliwym pewnym swojej siły, podczas gdy ja potrafiłam jedynie to, czego nauczyłam się od Rafaela oraz z licznych bójek na ulicach, gdy jeszcze byłam normalna. Ale nie obchodziło mnie to. Nie w tej chwili.
Gdy Sabidim podszedł wystarczająco blisko to znieruchomiał na krótki moment, a lekki szok zniekształcił jego twarz. Sekundę później potrząsnął swoją głową, jak kudłaty pies po wyjściu z wody i delikatnie, bardzo delikatnie złapał mnie za dłoń trzymającą sztylet należący do niego, patrząc mi się przy tym ciągle prosto w oczy, chcąc dopatrzyć się zmian, które mogą poinformować go, czy mam zamiar atakować. Moja ręka poddała się i po chwili poczułam, jak dziwne narzędzie wyślizguje się ze zdrętwiałych palców.  Czarnooki sięgnął w tył, pewnie chowając je. Później zaczęłam się trząść, nie, to nie ja, to Sabidim złapał mnie za ramiona i mocno potrząsł.
- Obudź się. Cholera, gdybym wiedział, że aż tak cię zszokuję tym to pewnie bym tego nie mówił- markotał pod nosem. Gdy westchnęłam to szybko mnie puścił odskakując w tył.
-Nie musiałeś robić tego aż tak mocno- jęknęłam łapiąc się za skronie, które dziko pulsowały rozchodząc się po całej czaszce i jeszcze dalej.
- Owszem, musiałem. A teraz chodź ze mną.
Posłuchałam, jeszcze nie do końca rozumiejąc, co robię. Normalnie bym się nie zgodziła. Zleciałam zaraz po Szkarłatnym w dół, a później szłam za nim przez jaskinię, nie zwracając większej uwagi na to, że wchodzę w pajęczyny. Później będę się tym martwiła. Wyszliśmy na dwór, gdzie wzięłam głęboki oddech czystego powietrza. Na dworze było wiał lekki wiaterek przepełniony różnymi zapachami lasu.
Sabidim bez słowa wzbił się w powietrze, a ja zrobiłam to samo, chociaż nie z tą samą szybkością i gracją. Aczkolwiek liczył się efekt, czyli to, że unosiłam się w powietrzu. Chłopak od razu wyruszył dalej w góry. Po jakimś czasie znów zaczęłam odczuwać ból w skrzydłach, który pomógł mi do końca otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała na mnie wiadomość. Romano, brat Sabidima. Kto by pomyślał?  Oboje są jak lód i ogień, w niczym do siebie niepodobni. Podczas gdy Romano jest blondynem o niebieskich oczach z delikatnym uśmiechem na miłej twarzy, Sabidim ma ciemnie włosy, czarne oczy, wąskie usta oraz jego ostre rysy twarzy pokazujące upór, determinację oraz przebiegłość.
W tym czasie Szkarłatny zaczął lądować, więc musiałam przestać zadręczać się myślami i skupiłam się na bezpiecznym stanięciu na ziemi.
- Chodź- powiedział, zanim słowa wyszły mi z gardła.
-Gdzie?- Zapytałam, rozglądając się po lesie. Było tu więcej drzew iglastych, których bardzo nie lubiłam.
- Do mnie- odpowiedział krótko. Wzruszyłam ramionami i lekko się krzywiąc ruszyłam za aniołem.
Po chwili dostrzegłam kamienie ułożone w okrąg o średnicy metra, a w środku znajdowało się zwęglone drewno. Sabidim wziął ze wcześniej już przygotowanego stosiku suchego drewna kilka sztuk, które położył na starych, zwęglonych, a po chwili już płonęło niewielkie ognisko. Chłopak usiadł obok mnie cicho i obserwował płonący ogień. Ja nie potrafiłam zrobić tego, co on, ponieważ wtedy oczy zachodziły mi łzami, w dodatku oślepiając mnie. Patrzyłam więc w ziemię, obserwując płomienie kątem oka. Nie było aż tak źle.
- Dlaczego uciekasz od niego?
-Hmm?
-Dlaczego uciekasz od mojego brata?- Powtórzył, wciąż nie odwracając wzroku od ognia. Zamyśliłam się. Nie mogłam mu powiedzieć, nie chciałam.
-Jak to jest możliwe, że jesteście braćmi? Nie jesteście nawet do siebie podobni- chłopak westchnął.
-Mieliśmy różne matki. Teraz twoja kolej.
Zacisnęłam usta. Nie chciałam mu nic mówić, ale w ten sposób mogłam również się dowiedzieć różnych rzeczy. Jak mówi przysłowie, że „Ciekawość to pierwszy stopień do Piekła”. Powoli zaczynałam w to wierzyć.
- Zrobił mi coś bardzo złego, więc uciekłam. A on się zdenerwował. Spalił mi dom- dodałam po chwili, a Szkarłatny westchnął.
- Twoja kolej. Co się stało w tamtej… ruinie miasta?
Spojrzał na mnie ostro, ale odpowiedział znów odwracając wzrok w stronę trzeszczących płomieni.
- Kiedyś, bardzo dawno temu, gdy jeszcze byliśmy z Romanem niemal nierozłączni, przybyliśmy na tą wyspę w poszukiwaniu jaskini. Wśród aniołów krążyły wtedy plotki, że gdzieś tutaj jest ukryta przepowiednia dla naszych rodów. Wielu z nas leciało w podróż szukając tej groty, ale zawsze przychodzili z pustymi rękoma. My też chcieliśmy sprawdzić, czy te plotki to prawda, więc wyruszyliśmy- nastąpiła cisza, której nie przerywałam. Czułam, że Sabidim zbiera się na kontynuację- W przeciwieństwie do innych, kupiliśmy willę. W dzień chodziliśmy do miasta, a w nocy szukaliśmy jaskini. W końcu, znaleźliśmy ją. Rzeczywiście, była tam przepowiednia, dotycząca aniołów. Jeszcze ją badaliśmy, gdy mieszkańcy spalili nasz dobytek. Niby to nic dla nas, w końcu to był tylko dom, ale to właśnie tam mieliśmy wszystkie nasze cenne rzeczy, a w tym pełno książek, które mój brat zbierał. Romano wściekł się, kiedy to zobaczył. Nie potrafiłem go powstrzymać. Pozabijał każdego, kto brał w tym udział. Ale to mu nie wystarczyło. Wpadł w szał, zabijał każdego, kto mu wszedł w drogę zostawiając po sobie trupy oraz ruiny. Udało mi się uratować niewielką grupkę tych ludzi. Romano był za to na mnie wściekły. Pokłóciliśmy się i rozstaliśmy w pokoju - mówiąc to spojrzał na mnie unosząc dłonie i kilka razy zginając palcem wskazującym i środkowym.
- Ciekawa historia- mruknęłam – Właśnie- powiedziałam, nagle się ożywiając i obserwując go oskarżycielsko- Dlaczego nic nie zrobiłeś z ciałami tych biednych ludzi?
Nastąpiła chwila ciszy. Już myślałam, że nie odpowie.
- Bo gdybym to zrobił, to ludzie i anioły ponownie zaczęliby odwiedzać wyspę- powiedział, znowu odwracając się w stronę ognia. Zmarszczyłam brwi.
- No a co w tym złego?
Chłopak westchnął.
- Znowu zaczną szukać jaskini.
- Nie rozumiem.
- Jeśli anioły zaczną szukać jaskini i ją znajdą, to zacznie się piekło.
- Dlaczego?
- Bo tak i już- widocznie nie chciał mi powiedzieć, więc zrezygnowałam z naciskania. W końcu byłam na jego terenie bez prawie niczego, a on miał sztylet. Jeszcze jedno mnie dziwiło.
-Sabidim?- Wiedziałam, że mnie słucha, mimo, że wciąż obserwował ogień.
- Dlaczego mnie nie zabiłeś? To znaczy, wiesz. Zaatakowałam cię na twojej wyspie i…- przerwałam, kiedy odwrócił się w moją stronę z szerokim uśmiechem.
- Nie wiem. Po prostu wydało mi to zabawne. Dałem się zaskoczyć młodemu aniołkowi, który w dodatku nie potrafi walczyć.
- Wielkie dzięki!- Udałam, że się obrażam.
- Nie ma sprawy- uśmiech nagle zamarł, a twarz spochmurniała- A tak poza tym, kto cię stworzył? Nie znam nikogo, kto mógłby wypuścić tak młodego anioła.
Skrzywiłam się. Musiało w końcu do tego dojść. Milczałam.
- Czy to ktoś, kogo znam?- Zgadywał dalej. Uniosłam brew.
- Nie wiem, kogo znasz, a kogo nie- Szkarłatny zmrużył oczy.
- Znam go- stwierdził.
- Skąd ci przyszło do głowy, że go znasz?- Byłam naprawdę zdziwiona. Chłopak parsknął rozbawiony.
- Bo nie potrafisz kłamać- zmarszczyłam brwi.
-Ja? Nie potrafię kłamać? Jestem mistrzynią kłamania!- Krzyknęłam, mimo, że wiedziałam, że ma rację. Sabidim zaczął się śmiać.
- Tak, jasne- teraz jego śmiech stał się jeszcze głośniejszy, aż chłopak zrobił się czerwony łapiąc się za brzuch.
- To nie jest śmieszne- powiedziałam lekko się uśmiechając. Gdy przestał się śmiać to zapytał:
-A więc? Kto to jest?- Cholera, myślałam, że zapomni.
Nie mogłam mu teraz nie powiedzieć. Z resztą, prędzej czy później sam by się zorientował, a im później, tym gorzej dla mnie. Westchnęłam.
- Romano.
Obserwowałam szok na twarzy Szkarłatnego, który zmienił się w złość.
- I kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? To on ciebie tutaj wysłał, tak?- Nie wiedząc, kiedy, leżałam przygnieciona na ziemi.
- Już to widzę, uciekasz przed Romanem, tak, jesteś kolejnym pachołkiem! Co miałaś ukraść?!- Jego głos zmienił się w krzyk, a twarz wykrzywiła się w furii, nad którą nie zdołał zapanować. Ognisko płonące niedaleko sprawiało, że wyglądał bardziej mrocznie. A co ja robiłam? Leżałam z szeroko otwartymi oczami i ustami. Czy to był szok? Nie, raczej nie to. Zaskoczenie? Tak, to pewnie to. Szybko zamknęłam buzię. Byłam wściekła. Jak śmiał oskarżać mnie o takie coś?
- Nie jestem żadnym jego pachołkiem!- Krzyknęłam próbując zrzucić go z siebie- I uciekłam od niego, gdy tylko się nadarzyła okazja.
Szkarłatny zdołał chwilowo zapanować nad gniewem i teraz przyglądał mi się, a w jego oczach czaiła się pustka.
- Masz chwilę na wytłumaczenie się, a później zabiję cię- dla podkreślenia przyłożył błękitno stalowe ostrze do mojej szyi. Przełknęłam przestraszona, próbując pozbyć się guli, która jakimś cudem pojawiła się w moim gardle.
- Romano przemienił mnie bez mojej zgody- powiedziałam tylko, a w jego oczach znowu dostrzegłam uczucia. Wypisywały się kolejno na twarzy Sabidima, niczym w kalejdoskopie. Niedowierzanie, szok, smutek, furia. Aż w końcu doszło do winy. Westchnął głęboko, gdy poruszyłam się nieco.
- To nie znaczy, że mu nie służysz. I co? Uciekasz tyle lat? Nie udałoby ci się.
Nic nie mówiłam.
- A tak w ogóle, ile masz już lat? Musisz być bardzo młoda, skoro nawet nie potrafisz kłamać.
- Gdzieś koło osiemnastu- powiedziałam zgodnie z prawdą. Usłyszałam warknięcie.
- Nie chodzi mi ile miałaś lat przed przemianą, tylko ile lat minęło już od tamtego czasu.
No to wpadłam.
- Gdzieś z miesiąc, może półtora- znowu warknięcie. Wydawało mi się, że jakieś zwierzę warczy mi wprost do ucha, a nie człowiek.
- Nie kłam!
- Nie kłamię! Przecież nie potrafię- odpowiedziałam gorzko. Anioł odchylił się nieco spoglądając prosto w oczy.
- Od kiedy jesteś Aniołem Ciemności?- Powtórzył wyraźnie.
- Jestem aniołem od półtora miesiąca, może mniej- czułam się odsłonięta. Ze sztyletem przy gardle, przyciśnięta do ziemi. Sabidim utkwił swój wzrok w moich oczach, oceniając.
Po czasie, który wydawał się wiecznością, ostrze się cofnęło.
- W jaki sposób udało ci się uciec?
Nie było sensu już nie odpowiadać.
- Zaraz po przemianie, gdy Romano pokazał mi, czym jestem zaproponował, żebyśmy wyszli na zewnątrz. Skorzystałam z okazji i uciekłam.
- I nikt cię nie złapał?- Zapytał zdziwiony. Uśmiechnęłam się lekko.
- Oczywiście, ale go zaskoczyłam i uciekłam.
- I jak ci się to udało?- Wyglądał na rozbawionego.
- Normalnie. Odleciałam.
-Przecież to jest niemożliwe. Żaden nowy anioł nie potrafi przelecieć dużej odległości tuż po przemianie.
- Adrenalina i strach razem dają niezłego kopa- powiedziałam, chociaż sama nie wiedziałam, w jaki sposób to zrobiłam.
- Prawda- zgodził się. Nastała cisza.
- Może zszedłbyś ze mnie?- Zaproponowałam, a Sabidim od razu się zgodził i usiadł obok mnie. Znowu obserwował ognisko z nieobecnym wyrazem twarzy. Zrezygnowana położyłam się i obserwowałam niebo zza korony drzewa. Dopiero teraz zauważyłam, że siedzimy pod chyba jedynym drzewem liściastym w tej części lasu. Z tego, co widziałam, był to dąb. Niebo było zachmurzone, przykrywając księżyc i całą resztę świateł. Inaczej mówiąc, było strasznie ciemno, ale mnie to nie przeszkadzało, ponieważ widziałam wszystko jakby był dzień, tylko z ciemniejszym niebem. To przypominało mi o mojej odmienności, to i czarne skrzydła, na których obecnie leżałam.
- Gen.. Gin?- Poprawił się szybko widząc grymas na mojej twarzy. Spojrzałam na niego. Wyglądał… poważnie.
- Tak?- Zapytałam zaniepokojona. Coś mi się zdawało, że nie spodoba mi się to, co powie.
- Słuchaj… Co byś powiedziała na zemstę?
- Zemstę?
- No tak, na Romanie. Bo… Od jakiegoś czasu zbieramy anioły, które są przeciwko mojemu braciszkowi.
- No i co?- W dalszym ciągu nie rozumiałam.
- No i zamierzamy zdjąć go, zabrać władzę.
- Co zrobić?- Zdziwiłam się.
- Odebrać władzę. Tuż po incydencie na wyspie Romano zamordował naszego byłego Władcę sam nim zostając. Początkowo szło mu nawet dobrze, ale… - zmarszczył brwi szukając odpowiedniego słowa- oszalał. Na siłę próbuje sprawić, żeby przepowiednia się ziściła. Coraz bardziej się pogrąża. Anioły Ciemności widząc, że Władca poluzował swoją smycz zaczęły robić, co chcą.
- No a co w tym jest złego, że mają trochę więcej luzu?- Zapytałam zirytowana. Powiedział to tak, jakby inne anioły były pieskami.
- Ponieważ luz znaczy morderstwa i gwałty. Ujawnienie się. Ludzie nie mogą wiedzieć, że istnieją stworzenia, które żywią się ludzką krwią i mają skrzydła. Jak myślisz, jaka byłaby ich reakcja?
- Byliby przerażeni?- Brzmiało to jak pytanie, a nie odpowiedź.
- Nie tylko. Gdyby ludzie dowiedzieli się o nas, to anioły przestałyby się wstrzymywać, zaczęłyby atakować, kogo popadnie, to byłaby apokalipsa.
Nie wyglądało to ciekawie.
- Dobra, załapałam.
- A więc, zamierzamy mu się postawić.  Potrzebny jest każdy anioł- powiedział, czekając na moją odpowiedź.
- I… Ty myślisz, że do ciebie dołączę?- Zapytałam, chcąc się upewnić. Sabidim kiwnął lekko głową- O nie, przecież ja nawet nie potrafię walczyć! Powiedz mi, ci ja bym tam robiła? Stała jak kłoda czekając aż ktoś łaskawie mnie zabije? Nie, nie i jeszcze raz nie!- Nawet nie wiedziałam, kiedy wstałam. Zaczęłam nerwowo chodzić wokół ogniska.
- Przecież nauczymy cię walczyć- stanęłam i spiorunowałam go wzrokiem.
- A ja w tydzień nauczę cię grać na ukulele- odpowiedziałam- Och! Szkoda, że ja nawet nie wiem, co to jest!
- Ukulele to odmiana gitary, tyle, że ma cztery struny. Pochodzi z Wysp Hawajskich.
- Nie denerwuj mnie. Nie zgadzam się.
- Dobrze- nie podobał mi się ten zadowolony z siebie uśmieszek na jego twarzy.
- Co zamierzasz zrobić?
- Ja? Czy wyglądam, jakbym coś kombinował?- Zapytał udając niewiniątko.
- Tak. Gadaj.
- Ja tylko czekam.
- Na co?
Zmarszczyłam brwi, gdy uśmiech Szkarłatnego poszerzył się jeszcze bardziej.
- Na mojego wspólnika.
- A kim jest twój wspólnik?- Rozejrzałam się, mając wrażenie, że zaraz ktoś wyskoczy na mnie zza drzewa.
- Rafael- ta odpowiedź zmroziła mnie jak jeszcze nigdy. Nie może być, pomyślałam jeszcze.







Jak pisałam wczoraj, rozdział pojawił się następnego dnia. :)
I jest długi. A nawet bardzo. Aż zastanawiałam się nad podzieleniem go na dwie części, ale nie wiedziałam gdzie mogę rozdzielić rozdział, więc zostawiłam tak jak było. :D
Zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii na temat rozdziału. :) 
Pozdrawiam!

17 komentarzy:

  1. Że jak? Długi? o.o To jakim cudem go tak szybko przeczytałam?! To niemożliwe żeby mi się tak spodobało O.O A jednak... Nie, no genialny rozdział. Jakbym mogła to jeszcze raz bym zaobserwowała xD te wszystkie pytania, kolejne próby zabicia... Plan zemsty ( jak ja kocham zemsssste!!!) i na koniec Rafael. Wiedziałam, że to będzie on!!! A ja i tak tęsknie za Marcusem!!! *.* Ale jak rozdziały mają być dalej takie dobre to jego brak ci wybaczę. Znaj moją łaskawość C:
    Oby tak dalej! - Kraken

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcus się pojawi, z pewnością. :D A no, długi, długi. Nie chciał się skończyć. :)

      Usuń
  2. Nieeee ... nieeee ... nieeee . Ja chce następny ! Kiedy będzie ? Proszę o łaskawość dla nas i nie długi czas oczekiwania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. Jak napiszę to będzie. :)

      Usuń
  3. Długość jest idealna!
    Nie mogłam się oderwać ;)
    coraz to robi się ciekawiej..
    Już nie mogę doczekać się następnego ;)
    Jesteś moim mistrzem!
    Jest tylko parę tak świetnych bogów jak twój.
    Masz niesamowity talent kochaną, nawet nie dajesz sobie sprawy jak wielki. ;3
    Pisanie opowiadań fantastycznych wymaga ogromnej wyobraźni a ty ją masz ;)
    Gratuluje ;p

    Pozdrawiam, Kaja ;U

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ee, tam, blog moim zdaniem nie dorasta do pięt innym. Jeszcze trochę mu brakuje. :)
      Dziękuję :D

      Usuń
    2. Co ty gadasz? ;o
      Brałaś coś dziewczyno? ;D
      Twój blog jest cudowny!
      Więcej wiary we własne możliwości! ;)

      Usuń
    3. Wiem tylko, że mogłoby być lepiej. :)
      Nie, jeszcze nie. :D Ale to bardzo miłe, że tak myślisz o moim blogu. Wierzę, wierzę... Bynajmniej nie wątpię. :]

      Usuń
  4. Nominuje Cię do Liebster Awar :)
    Więcej na http://67igrzyskaoczamijulites.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój blog jest genialny! Jeden z lepszych jakie czytałam, a trochę ich było;)
    Nominowałam cię do The Versatile Blogger:)
    Szczegóły na mojej stronie http://szareoczypantery.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne! :D
    Czekam na kolejny rozdział. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nominowałam cię do Liebster Award :) Więcej informacji na ten temat znajdziesz pod tą zakłądką na moim blogu http://believe-in-live.blogspot.com

    PS. Zakochałam się w twoich opowiadaniach, masz talent !!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Błagam!!! Pisz kolejny rozdział!!!! Jezus! Kocham twój styl pisania! Genialne! I wcale nie jest za długi. Idealna długość
    http://ifyoufall-stand.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Ile nominacji masz . Wiesz co ? Jutro minie tydzień od twojej poprzedniej notki ! Może wyjdę na chama ,ale żądam następnego rozdziału .
    PS: Zapraszam ciekawosc-pierwszy-stopien-do-piekla.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie? Sześć. :)
      Wiem, że minie tydzień. Rozdział właśnie kończę pisać, więc powinien się pojawić za niedługo. :D

      Usuń
  10. Ale boskie ;d No i w końcu jest Rafael, już zaczynałam za nim tęsknić ;d

    OdpowiedzUsuń
  11. Heh jest i Rafael ;) Gin ma z nim przerąbane, gdzie nie pójdzie tam pojawia się on ;)

    OdpowiedzUsuń